Bajka o złamanym paznokciu

nie poddawaj się

Dochodzę do wniosku, że najlepiej mi się pisze, kiedy sobie coś zrobię. Wiem, to nie brzmi dobrze 😛 ale za to uruchamia w moim mózgu całą lawinę przemyśleń, a tekst którego przed chwilą nie było po paru minutach mam już gotowy w głowie.  I tak było właśnie wczoraj, kiedy postanowiłam ogolić sobie nogi. Żaden szok, jest środek lata, od czasu do czasu mi się zdarza chwycić za maszynkę. I tak sobie gole te nogi, pełna fantazja i niezdarność, i nagle zahaczyłam maszynkę o jeden z moich doskonale wypielęgnowanych paznokci i prawie przecięłam go na pół. Zamarłam. Poszła tylko ta biała część czy dokopałam się ostrzem do mięsa? Czy mój palec wygląda jak świeżo obrana marchewka? Aż strach patrzeć. Niestety spod paznokcia zaczęła wypływać krew, więc nie było już wątpliwości – spieprzyłam moje super, idealne pazury. A nawet kawałek palca.

Zawsze miałam problem z utrzymaniem długich paznokci. Co prawda cudownie rosną, ale zawsze się o coś zahaczają, sru i już mam jeden złamany. Nie lubię ich też niczym malować ani cudować, bo moje ręce nie tylko leżą i pachną, ale też zapitalają – myją gary, obierają ziemniaki, łapią kudłate koty i obsługują smarfona 😛 ale tak już poważnie, to zawsze inne rzeczy były dla mnie ważniejsze niż zgrabne pazurki. Do czasu kiedy odkryłam, że wystarczy tylko od czasu do czasu spiłować boki każdego paznokcia i nagle mogłam wyhodować takie pazury że szok – długie, bialutkie, równiutkie, no cudne! Taki mały wysiłek, a takie efekty. Były nie do zdarcia – ani mycie garów, ani to, że wiecznie ląduje gdzieś na asfalcie, kiedy ćwiczę nowe figury na rolkach, nawet ich nie drasnęły. Nasłuchałam się tyle komplementów na ich temat, że zdążyłam zapomnieć, jak łatwo jest któryś złamać.

nie poddawaj sięfot. Zosia z Kochaj.się

I przypomniało mi się to dopiero w wannie pełnej gorącej wody i krwi. Kiedy już docięłam paznokieć obcinaczkami, najlepiej jak się dało zauważyłam, że w sumie nie jest aż tak źle. Jak tu jeszcze dotnę, a tam zakleję plastrem, to w sumie palec jest jak nowy. I nawet można klepać po klawiaturze! Popatrzyłam na ten mój jeden kaleki paluszek i pomyślałam, jak łatwo jest się przyzwyczaić do dobrego, a potem wszystko stracić. Masz coś fajnego, coś co naprawdę lubisz, a może nawet kochasz. Masz to już tak długo, że nie pamiętasz nawet jak to jest kiedy znika. I wtedy, gdy najmniej się spodziewasz wszystko się rypie i to często przez jedną małą rzecz. Całkiem przypadkowo i niespodziewanie. W takich chwilach zawsze przypomina mi się, że nic nie dostaje się raz na zawsze i wszystko zawsze może się niespodziewanie zawalić. Nie jestem wielbicielką życia w strachu i stania w miejscu, bo jak coś zrobię, to mogę się przecież potknąć, prawda? I zbić dupę. Ale zawsze z tyłu głowy mam myśl – doceniaj to co masz, ale nie traktuj tego jak pewnik, bo łatwo może Ci  się wymknąć z rąk. I wiecie dobrze, że nie mówię tutaj wcale o paznokciach, prawda?

PS Jeśli podobał Ci się ten artykuł możesz polubić Deevolution na Facebooku lub śledzić mnie na Bloglovin’. Nie przegapisz wtedy nowych wpisów.

  • Cóż, przypomina mi się ten przebiegły moment w moim życiu, kiedy właśnie wyleczyłam złamaną nogę i zaczynałam chodzić i w tym samym tygodniu zerwałam sobie paznokieć u drugiej nogi. Przez co znowu nie mogłam chodzić. 😀 Chcesz rozśmieszyć pana Boga… 😉

    • Dee

      O widzę, że też lubisz takie zabawy z nogami 😀 w tamtym roku zrobiłam coś podobnego, tylko na szczęście obyło się bez złamania, ale też kilka tygodni nie mogłam chodzić, a potem zerwałam pół paznokcia. Na szczęście jakimś cudem przyrósł z powrotem 😀 klub kulawych nóg 😛