Czego oczekujesz od swojego kota?

czego oczekujesz od swojego kota

Przyjęło się, że koty to zwierzęta bardzo mało wymagające. Wystarczy micha żarcia, ciepły kąt, jakaś kuweta. Mają za to wiele plusów – są ciche, nie chcą na spacer o 5 rano, idealne dla pracoholików, bo kot i tak woli siedzieć sam i ma właściciela w głębokim poważaniu. Wydawałoby się zwierze idealne – nieabsorbujące, wygodne, no żyć nie umierać. Ale ja Wam powiem jak jest – to wszystko nieprawda.

Dziś zaczniemy od wyboru kota. W drugiej części kociostory opowiedziałam historię zakupu Lulu. Ze wstydem przekazałam w tym tekście całą swoją naiwność, niecierpliwość i rozczarowanie jakie w tamtym czasie odczuwałam. Co jest najbardziej niepokojące – te wszystkie emocje i niezrozumienie pojawiły się pomimo tego, że byłam dobrze przygotowana na zakup kota rasy ragdoll. Jednak oprócz formalności zabrakło w tym wszystkim refleksji nad emocjami. Nie chce nawet myśleć o uczuciach targających ludźmi, którzy wstają po prostu pewnego dnia rano i uznają że sprawią sobie kota. Mogą być szczęśliwcami i trafić na magicznego kota, który nie sprawi im problemów i ich nie rozczaruje. Ale najczęściej kończy się to rozczarowaniem i późniejszym smętem – koty są wredne, nikogo nie lubią, nie da się z nimi dogadać. To jakby zjeść kilo soli i płakać że to wszystko nie tak, że to miał być pyszny deser, a teraz jest jak jest. Więc jak wybrać tego swojego kota?

czego oczekujesz od swojego kota

Wokół kotów narosło wiele mitów. Mam nadzieję obalić większość na tym blogu. Jednak dziś skupmy się na samym wyborze kota. Najważniejsze jest określenie czego się tak naprawdę chce. Usiądź spokojnie, może z kartką papieru, i pomyśl – o czym myślisz kiedy chcesz wybrać kota dla siebie? Czego od niego oczekujesz? Jaki ma być? Jakie twoje potrzeby ma spełniać? Co kieruje tobą kiedy wybierasz to, a nie inne kocie? Wygląd? To że jest najmniejszy w miocie? Że inny kociaki bawią się razem, a on stoi na uboczu i pewnie nikt go nie będzie chciał? Wypisz wszystko co przyjdzie Ci do głowy.

A teraz wyobraź sobie swojego wymarzonego kota, ale nie myśl wtedy o rasie ani wyglądzie tylko o wspólnych chwilach, jak chcesz żeby wyglądały? Ty z komputerem na kolanach, a kot obok? Czy może kociak włazi ci na kolana i zaczepia łapką? Biega za tobą czy raczej obserwuje cie z daleka? Okazuje wiele miłości czy jest oszczędny w uczuciach? Jest aktywny czy spokojny? To wszystko jest strasznie ważne. Nawet jeśli nadajesz się na właściciela kota to nie każdy kot będzie do ciebie i twojego życia pasował. Jeśli chce wesołego i czułego kociaka to zdystansowany samotnik nie da ci tego. Nad kotem można pracować, korygować jego zachowania, ale nie ma magicznej różdżki, która zamieni twojego kota w zupełnie inne zwierzę. Decyzja o posiadaniu kota zobowiązuje na wiele lat dlatego nie idź na żywioł, przygotuj się do tego dobrze. Teraz jest na to idealny czas.

A co nie grało w mojej historii z Lulu? Czy ja wiedziałam w ogóle czego oczekuję od swojego przyszłego kota? Nie, nie miałam pojęcia. Skupiłam się tak bardzo na jego wyglądzie (też to robicie, co?), że nie przyszło mi do głowy żeby pomyśleć o charakterze. I nie mówię tu o standardach rasy, które znałam, tylko o usposobieniu tego jednego, konkretnego kota i o zastanowieniu się jak jego charakter wpłynie na moje życie i naszą wspólną relację. Każdy kociak jest śliczny i kochany, przynajmniej wizualnie. Elegancja i dystans Lulu mnie urzekły, ale one nie były odpowiedzią na moje potrzeby – pragnęłam kota czułego i kontaktowego, a wzięłam Lulu. Brzmi paradoksalnie, ale tak dzieje się cały czas.

Gdzie jeszcze tkwił błąd? Nie można oczekiwać od kota, że pokocha cie od pierwszego wejrzenia tak jak ty jego. Są oczywiście takie koty które pokochają, ale większość jednak nie. Kiedyś przeczytam fajne porównanie, że takie wymaganie od kota entuzjazmu od pierwszego wejrzenia to taka sama bzdura jak gdyby ktoś cie posadził na kolanach u zupełnie obcej osoby i dziwił się, że nie padasz z miłości i nie tryskasz entuzjazmem. Każdy kot inaczej zniesie przyjazd do nowego domu, ale słowem klucz we wszystkich przypadkach jest tolerancja. I cierpliwość.

czego oczekujesz od swojego kota

I ostatnie – czemu Lulu kiedy byłam na chorobowym pokochała mnie w końcu? Bo wreszcie z niej zeszłam. Przestałam za nią łazić, lamentować, zaczepiać, leżałam jak placek albo pracowałam przykryta kołdrą i Lulu była z takiego obrotu sprawy bardzo zadowolona. W końcu sama zaczęła przychodzić do mnie i spędzać ze mną czas. Ona lubi solidną porcję ignorowania, trochę wolnej przestrzeni plus małe, ale dość częste dawki zainteresowania. Każdego kota trzeba wyczuć i jeśli jedna strategia nie działa próbować innej. Wszystko przyjdzie w swoim czasie. Danie spokoju jest zwykle dobre na początek.

Dla wyjaśnienia – nie jestem rozczarowana Lulu, kocham ją strasznie. Ale potrafię ocenić naszą relację. Przez ten czas od kiedy ją mam nauczyłam się kotów, rozumiem je i rozumiem Lulu. Mamy wyjątkową więź, którą też opiszę, ale w pierwszych dniach te emocje były dla mnie bardzo przykre. Jechałam do hodowli szukając mojego wymarzonego kota i chociaż to piękna historia i fajnie się ją opowiada to może skończyć się źle. Mam na koncie dwie takie historie i druga nie była wesoła.

Czy teraz świadoma co chce dostać od swojego kota wzięłabym Lulu? Gdyby miała być moim jedynym kotem to nie wiem. Jej dystans bywa dla mnie bardzo przykry. Na szczęście jest Beor. Kiedy dokacałam Beorem wybierałam kota, który najbardziej pasowałby do Lulu (dokacanie do innego kota to jeszcze grubsza rozkmina). Przy okazji okazało się, że Beor bardzo pasuje również do mnie i wyrównuje braki w okazywaniu miłości przez Lulu. A były chwile kiedy ten dystans u niej doprowadzał mnie niemal do łez. Lulu to klasyczny przykład kociej neurotyczki i wątpię żeby to się kiedyś zmieniło na tyle żeby całkiem znikło. Jednak wiem jak z nią pracować i jak sprawić żeby się do mnie zbliżyła, ale to trudna relacja. I nie każdy chce w taką relacje się angażować i nie każdy ją też udźwignie.

Dlatego wybieraj mądrze. Naprawdę lepiej zapobiegać niż potem szukać innego domu dla kota.

PS Jeśli podobał Ci się ten artykuł możesz polubić Deevolution na Facebooku lub śledzić mnie na Bloglovin’. Nie przegapisz wtedy nowych wpisów 🙂