Jak przestać się przejmować tym co pomyślą sobie inni?

co mówią o tobie inni

Ważny temat idzie na pierwszy ogień. Blokada, która często powstrzymuje przed robieniem tego czego naprawdę się pragnie. Też miałam taki problem, ale teraz radzę sobie z nim za pomogą małego, sprytnego zwrotu. Ciekawi?

Kto nie zna tego uczucia? Bardzo chcesz coś zrobić, tak bardzo, że w środku czujesz niepokój i potrzebę, ale powstrzymuje Cię jakaś niewidzialna blokada. Dotyczy to rzeczy i małych i wielkich. Może to być chęć powiedzenia komuś czegoś miłego lub odwrotne – chcesz walnąć z grubej rury „Spadaj!” komuś kto Cię rani. Może masz marzenie, które chcesz zrealizować albo coś co kochasz z głębi serca tak bardzo, że kiedy to robisz czujesz pełnie szczęścia. Ale boisz się działać, boisz się tego co inni powiedzą, ich reakcji, wyśmiania, odrzucenia. Nie chcesz wdawać się w dyskusje, które są niewygodne, nie chcesz żeby Cię oceniali i krytykowali.

Moją radą jest dodawanie do każdego zdania w głowie frazy „No i co z tego?”.

Przykład:

„Jeśli rzucę pracę i zacznę zajmować się tym co kocham np. dzierganiem skarpet to wszyscy pomyślą, że oszalałam! Będą się ze mnie naśmiewać („Haha dzierganie skarpet”), obgadywać („Słyszeliście, że ona teraz zamiast NORMALNIE pracować dzierga skarpety?”), będę mówić o mnie źle („Oszalała, już do reszty, co z tej dziewczyny będzie”). Dramat!”

devolution

Stop

„No i co z tego?”

Pomyślmy – jeśli rzucasz pracę, a nie masz planów na czym będziesz teraz zarabiać to możesz się niepokoić. Ale Ty możesz, nie babcia, ciocia, grupa koleżanek, były szef, czy ex. Jeśli rzucasz pracę, ale masz plan na czym będziesz zarabiać i jeśli przewidujesz, że Twój pomysł przyniesie Ci dochód to działaj! Babcia, która żyła w czasach kiedy każda kromka chleba była na wagę złota będzie się zamartwiać i uzna, że oszalałaś, bo rzucasz wygodną posadkę i lecisz w nieznane. Ma inną perspektywę, inne doświadczenia i jest duże prawdopodobieństwo, że będzie krytykować Twój pomysł. Podobnie inni, każdy oceni go ze swojej perspektywy, szczególnie jeśli ktoś lubi radzić i uszczęśliwiać kogoś na siłę swoją wizją tego co jest lepsze (polecam tekst Ani). Nie masz wpływu na to co myślą inni, to bardzo ważne. Długo sama nie mogłam się z tym uporać, że obojętnie jak bardzo będę się starać, co bym nie robiła nie ja steruję tym co robią i myślą inni. Ale mogę robić to ze swoimi myślami.

Kiedy słyszę coś przykrego na co nie mam wpływu myślę „I co z tego?”, te złe emocje należą do tej drugiej osoby, nie do mnie. Przykre słowo, póki nie wezmę go do siebie i nie będę go rozpamiętywać nic mi nie zrobi. To nie nóż ani miecz. Nie wirus czy bakteria, która wdziera się do mojego nochala i wywołuję chorobę.

Powiesz, że banał nad banały i nie zawsze działa? I jeszcze, że na dzierganiu skarpet to się nie wyżyje, że daję przykład z, pardon, dupy. Tak, ale to nie przykład biznesowy, a tylko taki który może wypłynąć z czyjegoś serca. Na pewno znacie kogoś kto kocha rękodzieło, druty czy szycie.

Teraz trochę zimnej wody na głowę:

  • Pierwsze rozczarowanie – nie ma magicznego sposobu na to, żeby ludzie nie oceniali się nawzajem w tym i Ciebie. Zawsze może spotkać Cię coś przykrego, ktoś uzna, że Twoje marzenia są śmieszne i może lepiej zajmij się jakimiś poważnymi sprawami. Tym co liczy się najbardziej i co blokuje Cię przed działaniem nie jest stado buraków, których się obawiasz tylko Ty. Wierzę w to, że wszystkie ograniczenia tworzymy w głowie i tylko my regularną pracą i wytrwałości możemy to zmienić. Wierze, że każdy kto ma świadomość, że coś w jego zachowaniu nie gra, że stara się, ale ciągle nie wychodzi tak jak trzeba, ale zacznie nad tym pracować i nie podda się, zburzy mury w swojej głowie. Wiem, że są mury różnego kalibru. Nie pokonałam nerwicy natręctw mówiąc sobie „No i co z tego?”, a natręctwa poszły na browara, a ja byłam wolna, zdrowa i biegałam wesoło po łące. Nie. Tylko to jest zupełnie inny kaliber wewnętrznych murów i temat na inny tekst.
  • Drugie rozczarowanie – praca nad sobą składa się z szeregu małych i dużych zadań. „No i co z tego” jest tylko jednym z takich działań.

Ten tekst jest dla osób zdrowych, bez ciężkich, niepozwalających często normalnie żyć zaburzeń. Dla osób, które z takiego czy innego powodu (wychowanie, presja społeczna, brak pewności siebie, hamowanie przez inne osoby) rezygnują z czegoś bardzo ważnego.

Praktyka czyni cuda czyli zadanie na dziś:

Postaraj się raz dziennie powiedzieć lub zrobić coś na co wcześniej nie byłoby opcji, na zasadzie „No i co z tego”. Nie musi to być coś dużego, ważne żeby zacząć. Dopowiem jeszcze, że nie chodzi też o to żeby kogoś obrażać, a potem mówić „No i co z tego, niech spada”. To ma być coś pozytywnego, coś co przyniesie dobrą emocję. Włączenie się od dyskusji kiedy czujesz, że masz coś po powiedzenia. Albo realizacja czegoś co kusi Cię od dawna, ale wstydzisz się, krępujesz, blokujesz na amen np. pójście na basen, siłownię, zapisanie się na grupowe zajęcia. Boisz się, że w stroju kąpielowym wyglądasz niekorzystnie, biegasz jak ofiara losu, a w grupie nikt się do Ciebie nie odezwie? No i co z tego? Czy jeśli pobiegniesz, wskoczysz do basenu, zainicjujesz rozmowę z obcą osobą, a ktoś sobie pomyśli lub powie coś złego czy to wpłynie na Twoje życie? Zrani Cię i zmieni? Tak, jeśli pozwolisz na to. Nie, jeśli nie wpuścisz tej emocji do środka, do siebie.

deevolution

Jeśli boisz się czegoś tak bardzo ze nie pozwala Ci normalnie funkcjonować to zmierz się z tym. Porzuć to co bezpieczne i wystaw się jak ofiarę na pożarcie dla potwora. Może odgryzie Ci ręką, a może to Ty dasz mu po pysku. Nic nie stracisz, bo ta walka toczy się w Tobie. A poczucie wolności kiedy zrobi się coś co wypływa z serca, a było tyle czasu hamowane jest piękne.

To jak?

„No i co z tego?”

PS Jeśli podobał Ci się ten artykuł możesz polubić Deevolution na Facebooku lub śledzić mnie na Bloglovin’. Nie przegapisz wtedy nowych wpisów 🙂