Jak wybrnąć z sytuacji bez wyjścia? Wszystko masz w sobie

jak wybrnąć z sytuacji bez wyjścia

Moja bajka zmienia swoją linie fabularną i rzuca mnie w nieznane. I to akurat w momencie kiedy myślałam, że wszystko mam już opanowane i zaplanowane. To nie była miła niespodzianka. Nie mogłam po tym złapać równowagi, miotałam się i szukałam wszystkich możliwych wyjść z sytuacji. Jak w końcu opanowałam tę burzę? Nie mam pojęcia. Mój umysł zrobił to po prostu za mnie.

Kto to śpiewa? Wersja rewelka <3 (anime też widziałam, ale niestety rozczarowuje)

Umysł to niesamowite narzędzie. Czasami kompletnie go nie rozumiem. Daję się wtedy ponieść chwilowym emocjom, myśląc że zostaną ze mną już na zawsze. I zawsze, zawsze będzie już tak źle jak w tym konkretnym momencie. A potem wszystko wycisza się samo.

Minęło już prawie 7 lat od kiedy pracuję z moim umysłem. Tak długo kiedy traktuję go jako partnera i kompana w walce przeciwko przykrym niespodziankom, a nie kolejnego wroga. Kiedyś bardzo nie lubiłam swojego umysłu, bo nie pozwala mi pamiętać. Jest jak sito przez które zdarzenia i wspomnienia przelatują i giną. Wiem że taką reakcję obronną wykształciłam w dzieciństwie, ale to jest naprawdę wkurzająca sprawa! Teraz gramy do jednej bramki i w czasie tych 7 lat wiele się zdarzyło. Zdążyłam sama pokonać nerwicę natręctw, odciąć się od toksycznej, patologicznej rodziny, przemodelować mój sposób myślenia i wykształcić w sobie mnóstwo zachowań społecznych i normalnych uczuć, których nie nauczyłam się nigdy podczas ubogiego w dobre emocje dzieciństwa.

jak wybrnąć z sytuacji bez wyjścia

I to wszystko nie magicznymi sztuczkami, a konkretną, ciężką pracą krok po kroku. Dzień za dniem. Po tym wszystkim wierzę, że nie ma sytuacji bez wyjścia. Zachowań nad którymi nie da się pracować. Czy da się je wszystkie przepracować do końca i na dobre? Nie wiem. Ale zawsze można chociaż spróbować. Ja widzę gdzie są moje ograniczenia, czego teoretycznie nie da się już nadrobić, ale staram się dać z siebie wszystko. I nawet po tylu latach zdarza mi się mocno zaskoczyć. Coś co teoretycznie wykształca w dzieciństwie albo wcale, nagle się budzi i znów normalnie działa. I to jest dopiero magia.

I dzisiaj tak się stało. Wykończona miotaniem się na wszystkie strony, ratowaniem się bardzo, bardzo złymi metodami w końcu zasnęłam. I moja własna głowa postanowiła mnie uspokoić. Dostałam świetny sen, a ja naprawdę duża wagę przykładam do snów. Moja dziurawa głowa postanowiła przypomnieć mi rzeczy, do których nie mam normalnie dostępu. Zwykle tego wszystkiego po prostu nie pamiętam. Śnili mi się ludzie, całe mnóstwo ludzi, których lubię lub lubiłam, a oni lubili mnie. Wydarzenia w których byłam szczęśliwa i te kiedy było źle, a ja dałam sobie rade. Dostałam falę dobrych i ciepłych emocji, których potrzebowałam. I to uczucie spokoju. Znasz to? To tak jakby się wróciło do domu po bardzo, bardzo długiej podróży.

jak wybrnąć z sytuacji bez wyjścia

Kiedy stresu i problemów zbiera się zbyt dużo zapominam o tym, że przecież wszystko mam w sobie. Całą maszynerię, która co prawda bywa czasami niesprawna, kilka części ciągle jest w serwisie, ale nic innego tak mnie nie uzdrawia. Wierzę, że też tak masz. Jeśli dasz sobie wystarczająco dużo czasu i się nie poddasz trafisz do tego miejsca co ja.

Dlatego będę regularnie wrzucała mniejsze i większe sposoby na to żeby dotrzeć do tego bezpiecznego miejsca w sobie. Już zrobiłam w tym kierunku kilka kroków (na przykład w tekście o bezpiecznej przystani we własnej głowie, jak pomaga mi łagodność albo jak przestać się przejmować tym co pomyślą sobie inni). Mi to bardzo pomaga, może komuś innemu też pomoże? Od kiedy spróbowałam bardzo lubię się dzielić.

Czy znalazłam wyjście z mojej beznadziejnej sytuacji? Jasne, że nie! Nawet najlepsze sny nie zmieniają rzeczywistości wokół. Nadal tkwię w czarnej dupie, ale jestem już spokojna. Wymyślę coś, tak jak zawsze to robię. Wszystko czego potrzebuję mam w sobie.

jak wybrnąć z sytuacji bez wyjścia

PS1 Hasło „Wszystko mam w sobie” wpadło mi w ucho podczas Zlotu Latającej Szkoły w 2016 roku, gdzie Dorota Barczak-Perfikowska opowiadała o tym jak postanowiła ruszyć w podróż i poszukać istoty szczęścia bazując na opowieściach szczęśliwych kobiet. A potem napisała o tym książkę. Co prawda jeszcze jej nie czytałam, ale jestem jej bardzo ciekawa. Widziałam kilka fragmentów i są dobre. Czemu o tym wspominam? Lubię zapamiętywać autorów zwrotów, które wpadły mi w serce, żeby potem nie myśleć, że sama je wymyśliłam 😉 To moim zdaniem fajny gest. Mi też jest miło jak ktoś zapamiętuje moje dziwne hasła, na przykład filmy do obierania ziemniaków 😀

PS2 Jeśli podobał Ci się ten artykuł możesz polubić Deevolution na Facebooku lub śledzić mnie na Bloglovin’. Nie przegapisz wtedy nowych wpisów 🙂

  • Gratulujemy pokonania nerwicy natręctw! Pozdrawiamy

    • Dee

      Dzięki 😀 a jakiś medal to gdzie? 😛

  • Ann

    Zgadzam się, że ciężką pracą nad sobą można osiągnąć wiele, znam to z własnego doświadczenia 🙂

    • Dee

      To bardzo niepopularne stwierdzenie, ale niestety trzeba włożyć sporo wysiłku żeby coś naprawić. A już szczególnie samą siebie. Czasem sama się łapię na tym, że bym chciała coś na skróty, ale się po prostu nie da. Praca nad sobą na skróty to jak odchudzani na skróty – zawsze dopadnie cie efekt jojo 😉 super, że i Tobie się udało! 😀

  • Dee

    Na skołatane myśli sen jest super:D też jak jestem wkurzona to mówię, że idę spać, a jak się obudzę to już będę jak nowo narodzona 😀

  • Z każdej sytuacji można znaleźć wyjście – czasem tylko potrzeba na to więcej czasu.

    • Dee

      Czy ja wiem czy z każdej? Z takich codziennych burz i zawirowań na pewno tak (i o takich sytuacjach pisałam), co innego w przypadku sytuacji, na które kompletnie nie mamy wpływu. Na przykład na wypadki, kalectwo czy na szybko postępującą chorobę. Dlatego zawsze staram się ocenić czy mam wpływ na mój problem i na szczęście zawsze okazuje się że tak! 🙂

  • serafinka

    Z doświadczenia wiem, że nie ma sytuacji bez wyjścia, ale to wymaga dużej pracy nad sobą 🙂

    • Dee

      Ja to widzę tak – z każdej sytuacji na którą mamy wpływ jest jakieś wyjście tylko trzeba je czasami mocno poszukać 😉 Inaczej jest w sytuacji, na która nie mamy wpływu np ciężką chorobę. Na szczęście mi przydarzają się tylko te pierwsze sytuacje nawet jeśli na pierwszy rzut oka wyglądają bardzo źle.

  • Dee

    Na pewno dasz radę! 😀 daj sobie tylko czas i nie poddawaj się – na początku zawsze jest tyle rzeczy do zrobienia, że ciężko zobaczyć efekt. Ale jak podsumujesz sobie dłuższy czas to sama będziesz zaskoczona 🙂 trzymam kciuki! 🙂

  • Dee

    Nie do końca rozumiem – czemu nie możemy pozwolić się kontrolować?

    • Chociazby dlatego, zeby umiec sobie powiedziec stop i zapanowac nad wlasnymi myslami wtedy, kiedy tego chcemy. W moim przypadku medytacja pozwolila mi dostrzec, jak ciezko jest mi opanowc moj umysl. Mialam wrazenie, ze moje mysli odbwaja jakis bal samowoli, a to nie jest dobre.

      • Dee

        Teraz już rozumiem 😀 też tak mam, że czasami pozwalam moim myślom i chwilowym nastrojom przejąc władzę i nigdy to się dobrze nie kończy (bal samowoli to dobre określenie ;)). Bardzo tego pilnuję i coraz rzadziej zdarzają mi się takie sytuacje. Nie wiem czy to co robię to medytacja, ale wyciszenie i obserwowanie z dystansu swoich myśli bardzo mi pomaga 🙂

        • Tak naprawde jesli to dziala i przynosi efekty, nie ma znaczenia jak to nazwiesz i do ktorej katgorii wrzucisz 🙂 Ciesze sie, ze sie zrozumialysmy 🙂 Pozdrawiam 🙂

  • Dee

    Kasiu nawet nie wiesz jak bardzo dobrze Cię rozumiem. U mnie zamieranie w takim bezruchu było zawsze mocno związane nerwicą i problemami. Bardzo mocno pilnuję tego żeby nie dać się z znów w to wciągnąć i jak tyko pojawiają się niepokojące sygnały to szybko biorę się za siebie. Jak znów zatonę to potem będzie bardzo ciężko się otrząsnąć.

    Zapisuję sobie ten temat i pojawi się szybko na blogu 🙂 mam nadzieję, że pomoże Ci moja metoda, ale ostrzegam, że nie jest łatwa. Na podobnej zasadzie walczyłam z nerwicą natręctw.

    Trzymaj się ciepło, wysyłam uściski ode mnie i kotałków 😀

  • Krystyna Polek

    jak mam problem – zawsze muszę go przespać. Staram się go odłożyć na boczną półkę swojego umysłu wiedząc, że rozwiązanie w końcu przyjdzie i przychodzi 🙂 może nie zawsze idealne ale zawsze się znajduje 🙂

    • Dee

      Też tak mam, sen porządkuje głowę 🙂

  • Nie ma sytuacji bez wyjścia – do niektórych problemów potrzebujemy większego dystansu i więcej czasu 🙂

    • Dee

      Kilka by się znalazło, ale na szczęście z 99% sytuacji da się wybrnąć zwycięsko, mimo że na początku trzeba ponieść trochę strat 🙂

  • Rozsądne podejście. Od myślenie „wszystko mam w sobie” powinno się zacząć i stopniowo to co mamy ulepszać i rozwijać.
    Buziaki, CK

    • Dee

      Masz rację, takie podejście to naprawdę dobry start jeśli chcemy żyć szczęśliwie z samym sobą 🙂 testowane na ludziach 😉

  • szaryswit13

    To, że wszystko mam w sobie, odkryłam kilka miesięcy temu i bardzo dużo się w moim życiu zmieniło. I wciąż się zmienia, czasami z siłą wiatru halnego. I wcale nie jesteś w czarnej dupie, rozwiązanie z pewnością za moment się znajdzie. Co do snów – te piękne i z fajną energią mogą nam zrobić cały dzień 🙂

    • Dee

      Na pewno znajdzie się rozwiązanie tylko jeszcze nie wiem jakie 😀

  • Nie ma sytuacji bez wyjścia, pytanie tylko czy nasza mentalność jest gotowa by walczyć z nimi. 😉

    • Dee

      Kilka by się znalazło, ale na szczęście codzienne zawirowania i problemy zwykle mają pozytywne rozwiązanie 🙂 no i właśnie pytanie – czy każdy znajdzie w sobie dość siły, żeby uwierzyć w to, że 99,9% problemów da się rozwiązać tylko trzeba spiąć pośladki i działać! 😉

  • Dee

    Ostatnio często słyszę, że nie ma sytuacji bez wyjścia. Ja co prawda mam trochę inne zdanie, bo wierzę, że „tylko” w 99,9% sytuacji jest pozytywne wyjście 😉 Ale poza tym zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości 😀 szczególnie w tym żeby opanować panikę i jasno myśleć. Jest chyba takie powiedzenie, że większość rzeczy, którymi się martwimy nigdy się nie przydarza, więc nie ma co dawać się opanowywać nerwom 🙂

  • Dajesz nadzieję tym, co piszesz 🙂 Czasem ciężko uwierzyć, że tyle da się wypracować i zmienić w sobie na lepsze, ale przecież jeśli komuś się udało – może się udać i mnie.
    Najtrudniejsze w całej pracy nad sobą, do której się kiedykolwiek zabrałam było … uwierzenie, że zmiany da się wprowadzić i że serio, może być o niebo lepiej niż jest aktualnie.

    • Dee

      Mi samej ciężko było uwierzyć jak dużo zrobiłam aż kiedyś to sobie podsumowałam (jakiś rok temu). Bo osobno to są wszystko małe kroczki, których się nie widzi, no i co one mogą zmienić? Ale zebrane wszystkie razem wyglądają już zupełnie inaczej 🙂 może jestem typem naiwniaka, ale wierzę, że bardzo wiele da się zrobić. Nie wszystko, takimi mocnymi słowami nie rzucałabym nigdy, ale bardzo, bardzo dużo. Tobie też się uda :*

  • Dee

    Dziękuję 🙂

  • Kto nic nie robi, nie popełnia błędów.
    Ale warto się uczyć, nawet na swoich 😉

  • Justyna Kędzia

    Umysł jest naszym narzędziem, z którego możemy świetnie korzystać – jeśli robimy to umiejętnie. Powodzenia! 🙂

    • Dee

      Dzięki! 😀

  • Fantastyczny wpis – zgadzam się z Tobą. Praca z głową to praca ze swoimi przekonaniami, które warunkują też to, jak reagujemy na każde zdarzenie. Każde zdarzenie jest neutralne i to MY nadajemy mu interpretacje. 🙂

    • Dee

      Ciekawy sposób patrzenia na wydźwięk myśli 😀 ale coś w tym jest – jedna rzecz może być dla kogoś tragedią, a dla innej osoby po prostu szansą na zmianę. To od nas zależy jakie emocje jej nadamy 🙂

  • KrasnaLove Myśli

    Super wpis 🙂 Podoba mi się Twoje podejście i zgadzam się z tym, że wiele zależy od naszego umysłu i pracy z nim 🙂

    • Dee

      Dziękuję 😀

  • 🙂 Jestem sercem i moim fikającym umysłem z Tobą 🙂

    • Dee

      Dzięki 😀 lubię fikające umysły 😀

  • Czarna Skrzynka

    A kiedy znajdziesz się w naprawdę sytuacji bez wyjścia – dobrze mieć kogoś przy sobie… np. kumpla 🙂

  • Napisałaś bardzo cenne zdanie: „wszystko mamy w głowie”. Dokładnie tak! Jestem przekonana, że mamy w sobie wszystko, absolutnie wszystko, co jest potrzebne do rozwiązania każdego naszego problemu. Tylko czasem nie mamy jeszcze tyle samozaparcia, by dokopać się do tych głęboko położonych pokładów mądrości, siły, intuicji. Tylko dlatego, że brakuje wiary, że faktycznie w nas są i często rezygnujemy tuż przed odkryciem tego „skarbca”. Tak żałuję, że wcześniej nie znałam Twojego bloga. Piszesz prawdziwe i mądre teksty, w zgodzie ze sobą, a nie ma nic cenniejszego niż to, co ktoś robi faktycznie w zgodzie ze sobą… wtedy jest prawda i mądrość i największa wartość, jaką daje się innym. <3 Dziękuję po stokroć i będę wracać! 🙂

    • Dee

      Właśnie dla takich komentarzy warto pisać bloga <3 dziękuję <3

  • Pingback: Liebster Award 2017 czyli kogo może interesować 11 pytań do mnie? | Zen Blog | O balansie we freelancie()