Co łączy przykre emocje i poparzoną brodę?

sposób na złe emocje

Wierzycie w przypadki? Ja nieszczególnie. Wierzę, że jeśli coś spotykam nas swojej drodze to znak, że tak właśnie miało być. Że to coś znaczy. Tydzień temu fatalnie popatrzyłam palec na ognisku. Tak mocno, że cała skóra pobielała, palec spuchł, a paskudny bąbel babrał się kilka dni. Fujka, co nie? I standardowo – po jaką cholerę o tym piszę? 😛

Deevolution planowałam już setki lat temu (no dobra nie więcej niż 5 😛 ) i zdarza mi się czasami znaleźć jakieś materiały, które zbierałam na tę stronę. Ale dzisiaj przeżyłam szok. Nie mam pojęcia co mnie podkusiło żeby wejść na jedno z moich kont mailowych, które mam już od przynajmniej 10 lat. Zwykle zapełnia je morze spamu i maile od allegro. Nie zaglądam tam zbyt często, a dziś coś mnie podkusiło żeby wejść w wersje robocze. I znalazłam tam całe morze pozapisywanych inspiracji i pomysłów na posty oraz cały gotowy post rozwojowy o tym jak popatrzyłam się w brodę! Gadajcie co chcecie, ale ja wierzę że to przeznaczenie. Klepie właśnie po klawiaturze moim obolałym palcem prawej ręki i on doskonale rozumie co czuła wtedy ta broda. Jest prawie dwa lata później, a tekst nadal mi się podoba! Wrzucam w niezmienionej formie.

26 maj 2015

„Ostatnio paskudnie poparzyłam się w brodę. To był niedzielny wieczór, gotowałam obiady i śniadania na połowę przyszłego tygodnia. Latając jak szalona między jednym garem, a drugim, uważając żeby nie nadepnąć Lulu i przy okazji zarejestrować coś z oglądanego filmu (stara komedia „Czego pragną kobiety”, lekko i chwilami zabawnie [współczesna ja: Widzicie wtedy też umilałam sobie czas filmami do obierania ziemniaków 😀 ] nie zauważyłam, że kawałek gorącego szpinaku, który starałam się posmakować, spadł z łyżki i wylądował mi na brodzie. Mam bardzo dużą odporność na ból. Na początku nic nie poczułam, ściągnęłam wrzący szpinak i wytarłam brodę ścierką. Dopiero kiedy zerknęłam na ścierkę, na której został kawałek mojej skóry przypomniałam sobie co i jak. Wady krótkiej pamięci. Moje oparzenia goją się paskudnie i zostawiają brzydkie blizny. Oparzenie należy schłodzić jak najszybciej, żeby nie dostawało się coraz głębiej, więc do dzieła. Pomimo roztopienia na brodzie sześciu kostek lodu rokowania były jasne – jest paskudnie.

sposób na złe emocje

Następnego dnia jako tako zapudrowałam brodę i ruszyłam na podbój świata, czyli do pracy. Pierwszy dzień był fatalny, broda wyglądała jakby mi ptak na nią narobił, sączyła się paskudnie. Mam spory dystans do siebie, więc tylko wycierałam zranione miejsce i czekałam cierpliwie. Wieczorem natomiast smarowałam troskliwie moją zranioną bohaterkę. I tak minęło pięć dni. Strup odpadł sam, bez mojej ingerencji. Broda była kompletnie zagojona, widać było tylko lekkie zaczerwienienie i bladą bliznę.

A po co ja to wszystko opowiadam? [Borze szumiący nadal tak gadam 😀 ] Na blogach jest miejsce na każdą historię, jeśli autor ma akurat wenę i chęci. Albo intratną propozycję. To jednak nie jest tekst sponsorowany przez moją brodę.

Kiedy w piątek rano szykowałam się na podbój świata spojrzałam na skórę, która jeszcze kilka dni temu wyglądała jak ptasia kupa. Była jak nowa, znów silna, no może troszkę poobijana przez czynniki zewnętrzne. Pomyślałam wtedy, że emocje są jak ta nieszczęsna broda. Kiedy na serce spadnie Ci kawałek naprawdę gorącego szpinaku, ból może być nie do zniesienia. Nawet jeśli masz spóźniony zapłon, jak ja, to i tak w końcu się pojawi. Patrzysz na to swoje serce, a tam jak po bitwie – boli, sączy się, nie wiesz czy jeszcze kiedyś będzie umiało znów być zdrowe, silne, piękne.

Nie zostawiaj tej sytuacji tak jak jest. Nasmaruj swoją ranę troskliwie maścią. Pozwól na to żeby czasem pobolało, bo kiedy się regeneruje to może boleć. Daj sobie na to wszystko czas. Nawet jeśli wszyscy dookoła gdzieś się spieszą, jeśli słyszysz, że roztkliwianie się nad sobą to strata energii. Jest czas na bycie silnym i czas na zrobienie sobie przerwy, na przeżycie smutku i bólu. Niezagojone serca odzywają się często wiele zdarzeń później, podsyłają dawne obrazy, rozdrapują swoje rany. Jedynym lekarstwem jest zadbać o nie w końcu tak jak trzeba i wyleczyć do końca.

Wszyscy zranieni i smutni, z poparzonymi sercami, brody do góry. To się kiedyś skończy, zadbaj czule o to zranione miejsce, czekaj. Efekty się pojawią.

Ej, lubię tę dawną Dee 😀

PS Jeśli podobał Ci się ten artykuł możesz polubić Deevolution na Facebooku lub śledzić mnie na Bloglovin’. Nie przegapisz wtedy nowych wpisów 🙂

  • Masz rację, że czasami trzeba odpuścić. Dać sobie czas na uspokojenie, zebranie nowych sił 🙂

  • Wow. Nie dość, że mój facet mówi na mnie Dee. Nie dość, że napisałaś ten post o brodzie w moje urodziny. To jeszcze temat jest jak znalazł dla mnie. Chyba potrzebowałam go. Zaiste, nie ma przypadków. I już mi się tu podoba. I dziękuję:)

    • Dee

      O kurcze, ale seria fajnych zdarzeń 😀 bardzo sie cieszę, że tak trafiłam i też dziękuję 🙂

  • Cóż za pozytywne podejście – bardzo mi się podoba takie postawienie sprawy 😉

  • Tak bardzo ten post pasuję do mojego życia obecnie. Mam kilka problemów (jak każdy), ale daje sobie czas, staram się zadbać bardziej o siebie, by za jakiś silniejsza z większa energią życiową wyjść do ludzi 🙂
    Fajny artykuł, bardzo mi się podoba! 🙂

    • Dee

      Cieszę się 🙂 ja sama często wracam do własnych tekstów kiedy mam złe dni (dziś na przykład zrobiłam sobie sesję), mam tak słabą pamięć, że w chwilach stresu wiele ulatuje mi z głowy. To też jeden z powodów powstania bloga 😉 mam nadzieję, że czas wyprostuje Twoje zawirowania! 🙂