Magiczny zwrot, który zmieni twoje życie – „Mam wyjebane”

mam wyjebane

Lubisz wulgaryzmy? Ja bardzo. Są jak ostra przyprawa, którą trzeba wiedzieć jak dozować żeby nie przedobrzyć, ale specyficznie podkreślić smak słów. Czasami tylko one potrafią nazwać coś tak żeby trafiało prosto w punkt. Dziś będzie wulgarnie, ale bardzo prawdziwie. Brzmi nieładnie, ale cholera z tym, ważne że działa. I przynosi ulgę.

Jakiś czas temu jechałam ze znajomym samochodem. Zwykły dzień. Światła, zakręt, śmiechy chichy. W pewnym momencie atmosfera się zmieniła, kolega załapał drażliwe tematy. Zaczął opowiadać mi jakieś farmazony kompletnie bez znaczenia, wybuchał przy tym co chwile, wściekał się szaleńczo i wylewał gorycz. Całe wiadra goryczy. A potem i mi się oberwało „Dee, Ty masz na wszystko wyjebane. Co Ci nie opowiadam to Ciebie to rybka, coś innego Ci opowiadam też masz w dupie. Ty masz wyjebane na całe życie!” Wybuch kolegi nie zdziwił mnie ani trochę (taki ma dziwny styl bycia, ale prawdą jest też to, że miałam na to wyjebane), ale w jego historii nie zgadzał się mały szczegół. „Wiesz X to rzeczywiście prawda, że mam strasznie wyjebane na wiele rzeczy, ale nie na wszystko. Ja po prostu przejmuję się tylko tym co jest dla mnie ważne i niczym więcej”.

I to jest mój klucz.

Nie przejmuje się tym czy ktoś spojrzy dziś na mnie krzywo czy nie. Czy lubi mnie szef, bo nasze kontakty nie są prywatne a czysto zawodowe. Nie przejmuje się tym na co nie mam kompletnie żadnego wpływu – widzimisie innych ludzi, cudze humory, problemy z samym sobą.

Przejmuję się za to tym wszystkim co bliskie mojemu sercu, problemami które mnie dotykają i takimi gdzie mogę coś podziałać. Zdrowiem i samopoczuciem bliskich mi osób, moich zwierzaków i oczywiście swoim. Ważne są dla mnie moje wartości, pasje, wszystko to wokół czego kreci się moje życie.

mam wyjebane

Kiedyś to nie działało tak prosto, przykra uwaga obcej osoby trafiała bardzo głęboko i potrafiłam ją rozpamiętywać i obracać w głowie na wszystkie strony. Bolało mnie to że ktoś mnie nie lubi, że nie jest dla mnie miły.

W moim zachowaniu czy wyglądzie raczej nikt nie doszukałby się zmiany, bo zawsze wyglądałam na osobę która ma na wszystko wyjebane (taki look). Ale w środku dręczyły mnie nerwy, niepokój i napięcie. Teraz panuje tam spokój. Miałam coś podobnego jak w tym tekście. Nie da się mieć oczywiście idealnie wyjebane. Zawsze coś może mnie zaskoczyć, a ja będę nieprzygotowana i dostanę prosto w serce. Ryzyko życiowe. Ale zminimalizowanie tego napięcia jest bardzo kojące.

Jeśli nie mam na coś wpływu mam dwie opcje – przejąć się tym lub to olać. W pierwszej opcji przejmuje się i rozmyślam, nie jestem w stanie znaleźć rozwiązania, wiec się frustruje i wewnętrznie spinam. Oprócz tego że czas mija mi bezsensownie i jestem wkurwiona nic więcej z tego nie wynika. Mogę też inaczej. Mogę to olać, ale tak naprawdę, a nie udawać, że tak jest albo zdystansować się do całej sytuacji. Mogę też blokować myśli pojawiające się w głowie, zbagatelizować je, pomyśleć że tak naprawdę nie ma to żadnego wpływu na moje życie w szerszej perspektywie. Teraz może tak, ale czy jutro będzie ważne? Za miesiąc? Za rok?

Olewanie czegoś czy to że mam na coś wyjebane jest źle odbierane. Ale te działania nie muszą mieć negatywnego wydźwięku.

mam wyjebane

Prosty przykład dwóch osób zarzuconych robotą, których nikt nie słucha kiedy mówią że to za dużo dla jednej osoby. Możesz się tym przejmować i stresować, niszczyć siebie samego dla firmowego raportu albo olać to kompletnie i … i tak zrobić raport. Nie zmienisz tego że w pracy w której jesteś mają takie absurdalne pomysły, próbowałaś wiele razy zmienić ten system, ale reszta jest głucha. Nadal tam pracujesz i nic nie wskazuje żeby to miało się zmienić jutro. Wiec jedyne na co masz wpływ teraz i tu to twoje nastawienie do tej sytuacji. Może być dobre dla ciebie albo cie ranić. Znam przykład mężczyzny który postanowił cisnąć i stresować się, bo niedługo zmienia prace, a tam będzie już lepiej. Co prawda zwolnił się po paru miesiącach i teraz jest na swoim, ale nadal nie potrafi się relaksować, stres jest teraz jeszcze większy, bo większa jest jego odpowiedzialność.

Pamiętaj – liczy się to co tu i teraz.

Albo inny przykład.

Nie lubię ludzi którzy opowiadają przykre rzeczy o innych, a potem rozmawiają z nimi jak gdyby nigdy nic. Podejrzewam, że tym „innym” wrzucają wtedy na mnie, a potem idą na małą pogawędkę ze mną i tak w kółko. Nie pozwalam takim ludziom dostać się blisko. Oczywiście każdy popełnia błędy. Miałam znajomą, z która zbliżyłyśmy się od siebie, a potem okazało się, że robi właśnie takie hocki klocki. Miałam trzy wyjścia – powiedzieć jej o tym wszystkim i zażądać wyjaśnień. Jednak coś mi podpowiadało, że nie usłyszę „Tak, właśnie tak robię, jaka byłam głupia, jak tak można, wybacz” . Więc zostały mi jeszcze dwa wyjścia. Mogłam to przeżywać – o matulu, ludzie to są okrutni, najpierw wysłuchuje mnie, a potem robi takie rzeczy i tak dalej i dalej w ten właśnie deseń. I ostatnie wyjście – mogłam to zaakceptować (czyt. mieć wyjebane) i iść dalej. Było mi przykro, ale bardzo krótko. Nie mogę sterować innymi ludźmi, mogę z nimi rozmawiać, inspirować ich, przekonywać, no co tylko dusza pragnie. Ale nie mam na nich takiego wpływu, że powiem rób a to zrobią (nie mówię tu o sytuacjach patologicznych). Każdy ma swoją wolę i postępuje tak jak uważa. Ja zrobiłam też tak jak uważałam za słuszne – uznałam że tacy ludzie nie są dla mnie, nie lubię ciągłego i ciągłego wybaczania przykrych rzeczy (to ten spadek rodzinny) i nie chce z takimi ludźmi być blisko. Bo przyjaźń to dopuszczenie kogoś naprawdę blisko i intuicja musi nam podpowiadać, że to jest dobre.

mam wyjebane

Zadanie na dziś:

Poćwicz odrobinę tą wyjebawczą postawę do życia. Wybierz jakąś kwestie, w którą lubią wtykać nochala inni albo którą sama się torturujesz. Tylko żeby to było coś czym się przejmujesz bardziej niż to warte – czyjeś gderanie jak coś powinnaś robić, myśleć, co zmienić. I wtedy zamiast spuścić głowę czy wybuchnąć gniewem odpowiedz spokojnie „Wiesz, że to nie twoja sprawa? Może zajmij się sobą?”, „Nie zrobię tego, zajmij się swoim życiem, a ja zajmę się swoim” czy coś podobnego, a potem bardzo świadomie rozkoszuj się całą gamą emocji. Staraj się pominąć nerwowość i poczucie winy czyli etap ”Przecież powinnam! Ale ja nie powinnam!”. Idź dalej do nieśmiałej ulgi, a potem spokoju. Przejdź te wszystkie emocje, dorzuć kilka swoich własnych. Ja czuję się wolna kiedy to robię i nie mam wyrzutów sumienia, że właśnie mam na coś wyjebane.

PS1 Takie dyndające nogi kojarzą mi się totalnie wyjebawczo stąd wypełniają calutki wpis.

PS2 Jeśli podobał Ci się ten artykuł możesz polubić Deevolution na Facebooku lub śledzić mnie na Bloglovin’. Nie przegapisz wtedy nowych wpisów 🙂

  • Ty wiesz 😉

    • Dee

      Zadanie na dziś proszę wykonać kilkukrotnie żeby dobrze weszło w krew 😉

  • Dee

    Ej Gosiu tutaj sobie nie paniujemy, pisz mi na ty 😀 ja kiedy miałam podobny problem (chyba każdy kiedyś przeżywał taki moment) zmuszałam się, żeby powiedzieć to co chcę powiedzieć. W środku aż się skręcałam i miałam blokadę na „Nie!”, ale robiłam to na siłę. Im częściej coś się robi tym łatwiej potem to przychodzi, a jak od razu powiesz to nie doprowadzisz do wybuchu emocji. Teraz na podobnej zasadzie będę walczyć ze swoimi lękami, na samą myśl już mi słabo, ale wiem że ta metoda na mnie działa. Może u Ciebie też się sprawdzi 🙂

  • Bardzo nie lubię tego słowa, ale filozofię popieram 🙂

    • Dee

      Najważniejsze, że masz zdrowe podejście do życia 😀

  • Najważniejsze to być sobą 🙂

    • Dee

      Dokładnie! 🙂 ale nie zawsze to takie proste w praktyce – trzeba ćwiczyć żeby nie wyjść z wprawy 😉

  • Asia Mancarz

    Bardzo fajny tekst:) Też już się przekonałam, że nie warto się zbytnio przejmować i stresować, bo i tak nic z tego nie ma, a wręcz jest gorzej. Zazwyczaj na luzie robimy coś lepiej:)

    • Dee

      Tak jest 😀 a od stresowania się bez powodu można tylko nerwy stracić 😉

  • Idea słuszna, ale strasznie zgrzytają mi takie słowa w ustach kobiet (może jestem staroświecki 😉
    Inna sprawa, że jeśli wszyscy będą mieć wyjebane na wszystko co się rusza, to Ziemia stanie się najbardziej przejebanym miejscem we Wszechświecie 😉 Tak będzie 😀

    • Dee

      Chyba jesteś, bo widzę że sam sobie nie żałujesz 😛 dla mnie nie ważne czy kobieta czy facet ważne w jakich sytuacjach używa się wulgaryzmów i w jakim natężeniu. A w postawie mam wyjebane trzeba też złapać równowagę jak we wszystkim 🙂

      • Użyłem ich wyjątkowo, żeby wtopić się w otoczenie 😉

        • Dee

          O widzisz 😀 Ale w internetach nikt tego nie wie i łatwo było uznać Cię za wulgarnego dziadygę 😉 😛

          • Dziadygę może i tak (mam swoje lata), ale wulgarnego – nigdy 🙂

          • Dee

            To dobrze! 😀 wbrew pozorom nie jestem zagorzałą fanką przekleństw 😉 okiem rzuciłam, ale nie publikuję linków niezwiązanych bezpośrednio z tematem posta 🙂

          • Rozumiem, nie ma problemu 😉

  • Dee

    Ja kiedyś więcej przeklinałam, teraz się oduczam i używam tylko w bardzo mocnych sytuacjach. Ale „mam wyjebane” jest jednak fajne 😀