Masz marzenie, którego nie da się spełnić?

marzenie którego nie da się spełnić

Dzisiaj zaczniemy od wyobraźni. Wyobraź sobie sytuacje, kiedy odkrywasz coś naprawdę ważnego. Tak ważnego, że wahasz się, czy może warto by było poświęcić temu większość życia? Wiadomo, nie musisz być Bethovenem, ale przecież trochę możesz, jeśli tylko chcesz. Dla takiej sprawy! Takiego uczucia! Warto! Warto! A potem zdajesz sobie sprawę, że… jest już za późno.

Miałam rację, gdy na początku roku nie cisnęłam z postanowieniami noworocznymi. Już w okolicach marca ster zaczął zmieniać kurs i stateczek mojego życia popłynął w zupełnie innym kierunku. Na początku podchodziłam do tego sceptycznie, bo jak to ja, zmieniam zdanie co chwilę, ekscytuje mnie milion rzeczy na minutę, wszystkiego muszę spróbować, więc sama do siebie staram się podchodzić na chłodno i czekać co wyniknie z nowej fascynacji 😉 To jednak było coś wielkiego. Co mnie pochłaniało, fascynowało, przerażało i okropnie zasmucało. Bo z której strony nie patrzyłam na tę sprawę to widziałam tylko jedno – Sorry Dee, jest już za późno.

marzenie którego nie da się spełnić

A wszystko zaczęło się tak:

Na początku tego roku coś mi się odblokowało w mózgu. Jestem już przyzwyczajona do wielkich i dziwnych niespodzianek, które funduje mi umysł co jakiś czas. W każdej chwili mogę sobie przypomnieć o czymś co zdarzyło się kiedyś, a ja tego po prostu nie pamiętam. Ostatnio na przykład przypomniało mi się, że byłam kiedyś w Austrii. Nie miałam o tym pojęcia! Dopiero kiedy trafiłam na film, który oglądałam będąc tam, wróciła do mnie bardzo szczegółowa retrospekcja. I podobnie miałam na początku tego roku.

Pod wpływem pewnego impulsu przypomniało mi się wielkie marzenie z dzieciństwa, które wyparłam wiele lat temu. Bo ja to chciałam… jeździć na łyżwach. Bardzo, bardzo chciałam. Chciałam i nadal chcę. Wiedziałam jednak w dzieciństwie, że to niemożliwe – nie miałam wspierających rodziców, którzy daliby mi taką szansę. Problemem dla nich było spojrzenie poza czubek własnego nosa chociaż przez chwilę, a co dopiero wspieranie dziecka w tak obciążającym przedsięwzięciu, które mogło zakończyć się porażką. Mogło się przecież okazać, że czegoś bardzo chcę, ale jestem w tym do dupy, prawda? Wiedziałam, że nigdy nie spełnię tego marzenia, więc po prostu je zapomniałam.

marzenie którego nie da się spełnić

I teraz, kiedy niedługo kończę 28 lat ta cała świadomość po prostu sobie wróciła. Na początku trochę się podłamałam delikatnie mówiąc. A po ludzku – upiłam się jak bela, a potem wściekałam się na cały świat 😀 bo nie wiem czy wiecie, ale w wieku 28 lat to ostatnie łyżwiarskie niedobitki schodzą z lodu. W tym wieku nie ma się szans na zawodową jazdę. Furtka się zamknęła i można się złościć, płakać, gryźć i kopać, ale ona już nigdy się nie otworzy. Nigdy. Minął czas i minęła szansa. Kiedy zdałam sobie z tego sprawę starałam się sprawę okropnie i bardzo toksycznie bagatelizować: „Och matko, a co to za pomysł z tym lodem? Zaraz Ci przejdzie, kochana. To tylko taki impuls. Wiesz, jak zakochanie – przychodzi, odchodzi i już, wszystko wraca do normy. Na pewno”. Tylko, że nie wracało. Nie opuszczały mnie sny pełne tego cudownego dźwięku, który wydają sunące po lodzie łyżwy. Przy każdej piosence, która wzbudzała we mnie głębsze emocje przed oczami pojawiała mi się cała choreografia. Nie mogłam już normalnie funkcjonować, kiedy trafiłam na artykuł na temat amatorskich zawodów łyżwiarskich. I wtedy w coś w główce zaskoczyło.

Dałam się wmanewrować w tę samą pułapkę, w którą wpada tyle osób – w myślenie, że jest tylko jedna droga do celu. Kiedy zdałam sobie z tego sprawę, aż się zawstydziłam. Przecież sama zawsze mówię, że nie ma jednego sposobu na dobre życie, udany związek, świetną pracę, przyjaźń, pasje i całą resztę. Ale kiedy w grę wchodzą silne emocje w głowie robi się bałagan. I ja taki bałagan sobie zrobiłam, uznałam że jest tylko jedna droga i nigdy nie zrealizuję mojego marzenia. Spokojnie, już wracam do gry 😀

marzenie którego nie da się spełnić

Rozpisałam sobie treningi i zaczęłam od zaraz. Co prawda właśnie wtedy skończył się sezon łyżwiarski, ale moje ciało i tak nie nadawało się od tego żeby założyć łyżwy. Kondycja żałosna, mięśnie jak flaki, kilka kilo nadal do przodu, skoczność i równowaga bliskie zeru. W sumie całe szczęście, że zima właśnie się skończyła 😀 Od tego czasu cisnę – każdy moment jest dobry żeby coś poćwiczyć. Wieczorem zamiast siedzieć na FB rozciągam się, robię to nawet kiedy nawijam przez telefon 😀 mycie garów albo robienie zakupów to idealny czas żeby ćwiczyć równowagę – staję raz na jednej, raz na drugiej nodze i powiem Wam, że chyba tylko trąba powietrzna by mną zachwiała 😀 gorzej jest na rolkach. No właśnie, rolki! Jak ćwiczyć kondycje i równowagę jednocześnie, kiedy lodowiska brak? Mykam na rolkach! Zaczęłam od tradycyjnych, mimo że figurówki w mojej sytuacji byłyby lepsze, ale jestem pewna, że zabiłabym się na nich 😀 I tak codziennie czekają na mnie nowe wyzwania i trudne decyzje („Stoczyć się wprost na ruchliwą ulicę i zginać pod kołami czy jednak wjechać w drzewo? Hm?”), nie ma lekko. Nie piję już praktycznie alkoholu, bo potem mięśnie się źle regenerują (myślę, że niektórzy już dostają mdłości od tej mojej odpowiedzi 😀 ). Rozbijam kolana i łokcie, ćwiczę upadki, a raczej upadki ćwiczą mnie (wiecie, że kiedy pokonałam lęk przed upadkiem mój nieszczęsny lęk wysokości, który wziął się nie wiadomo z czego bardzo zmalał? Lęki pierwotne to w ogóle bardzo interesujący temat, właśnie się w to wgryzam), staram się nie stracić zębów i bardzo mocno poznaje własne ciało. Ciało nerwicowca to nie jest podatny materiał do takich zabaw. Ale przez to jest tylko ciekawiej 😀

marzenie którego nie da się spełnić

Drugi raz w życiu mam to uczucie, że nie chodzi o to czy czegoś chcę albo potrzebuję. Po prostu muszę to zrobić. To tak naturalna potrzeba jak wciąganie powietrza do płuc i wydychanie. Jeśli się temu nie poddam nie będę mogła dalej spokojnie żyć. Ktoś też ma takie silne fascynacje? 😉 Muszę spróbować, mimo że nie mam pojęcia czy się uda. To niesamowite, ale też przerażające uczucie. Ja lubię takie klimaty, więc skaczę na główkę i zobaczymy co się stanie. Jeśli się okaże, że jestem do dupy, a moje ciało jest za stare i zbyt słabe na to co planuję to pogodzę się z tym i nie będę żałować – kiedy spełniasz marzenia czas nigdy nie jest zmarnowany.

Pamiętaj, nie ma marzenia, którego nie da się zrealizować. Czasami trzeba być tylko trochę bardziej elastycznym i nie upierać się przy jednej drodze, szczególnie tej już zamkniętej. Czuję, że zaczyna się u mnie niezła przygoda! Przed 30 planuję podwójnego toeloopa! 😀

 

PS Trafiłam na całą serię fotografii z tymi zimowymi kuleczkami i jestem zakochana 😀 dawno nie widziałam czegoś tak pięknego i zastanawiam się jak to jest do cholery zrobione 😀 tutaj macie wszystkie zdjęcia. Są piękne, pasują do zimowego klimatu tego wpisu i tego, że moje marzenie może prysnąć jak taka bańka 😛

PS2 Jeśli podobał Ci się ten artykuł możesz polubić Deevolution na Facebooku lub śledzić mnie na Bloglovin’. Nie przegapisz wtedy nowych wpisów.

  • Agata Filewicz

    Muszę tutaj zakrzyknąć impulsywnie: go girl!
    Doskonale rozumiem co czujesz i co czułaś jako dziecko, ale nie rozwodźmy się nad tym. Jazda na łyżwach, rolkach to coś wspaniałego, szalonego. Coś, co możesz robić na wiele sposobów, co daje możliwość rozwijania się i osiągania kolejnych poziomów umiejętności. Ja kocham te sporty dlatego mocno Ci kibicuję 🙂 Od realizacji małych marzeń już prosta droga do satysfakcji, a dalej do kolejnych kroków i w końcu życia w pełni szczęścia 🙂

    Nie ma marzenia, którego nie da się spełnić!

    • Dee

      Dzięki 😀 na pewno się nie poddam, w sumie to nie mam wyjścia, muszę ćwiczyć i koniec, bo bez tego bym oszalała 😀 jak długo jeździsz na rolkach i łyżwach? Coś czuję, że też masz ciekawą historię z tym związaną 🙂

      • Agata Filewicz

        U mnie było o tyle lepiej z rolkami, że rodzice zgodzili się kupić mi je już na pierwszą komunię. Ale niestety na zakupie się skończyło, bo oni nie byli fanami sportu. Tak czy inaczej jeździłam dużo, ćwiczyłam, po latach znalazłam kompana do jazdy i nawet udało mi się namówić rodziców na nowe rolki. Pierwsze miały już dokładnie zryte koła [plastikowe], a jako nastolatka czułam się już pewnie, więc chciałam mieć porządny sprzęt. Tak że w tej kwestii przynajmniej mogłam, ale łyżwy założyłam na nogi dopiero w liceum podczas wycieczki szkolnej, na feriach. W dzieciństwie koleżanka chciała mi sprzedać swoje stare łyżwy, ale mama się nie zgodziła. Ona strasznie się wszystkiego bała i o ile rolki mogła jakoś kontrolować, bo jeździłam przed domem, to na łyżwy już nie miałam jak się wybrać, bo przecież ona nie jeździła. Niby szkoda tych łyżew, ale i tak okazało się, że rolki są większą frajdą 🙂 Łyżwy bardzo lubię zimą, ale gdybym mogła wybierać to bezdyskusyjnie wybrałabym popylanie na rolkach przez cały rok 😉

        • Dee

          To mogłyby Ci się spodobać rolki figurowe, bo to i łyżwy i rolki w jednym 😀 jakbyś chciała pomykać na rolkach zimą albo w deszczowe dni to jest na to patent – wystarczy dogadać się z dyrektorem jakiejś szkoły czy popołudniami nie udostępniłby sali gimnastycznej. Wiem, że wiele osób tak korzysta z rolek zimą 🙂

          • Agata Filewicz

            Miałam raczej na myśli to, że wolałabym, aby cały rok było lato, względnie trochę wiosna 😛

          • Dee

            Haha chyba, że tak 😀

  • Jak miło poznać kogoś w moim wieku, kto ma marzenia i je spełnia 🙂 Jako dzieciak śmigałam na łyżwach jak trzeba! Dzisiaj mam trochę więcej niż parę kilo do przodu, więc i grawitacja działa silniej, więc od czasu do czasu jeżdżę jedynie na rolkach, ale i tu bez większych rewelacji. Ot dla rekreacji 😉 Trzymam kciuki! Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana!

    • Dee

      Dziękuję 😀 mam nadzieję, że niedługo będę mogła pochwalić się efektami moich treningów 😀