Minikociostory #1 – diety, kąpiele i Harry Potter

minikociostory

Co to są minikociostory? To czasem bardzo krótkie, a czasem trochę dłuższe historyjki o moich perypetiach z kotami, które regularnie publikuję na fanpage’u Deevolution. Wiem, że nie wszyscy są fanami Facebooka, więc postanowiłam co jakiś czas robić z nich kompilację i wrzucać na stronę. Przy okazji gdyby FB dostał nagle wielkiego focha o nic (a zdarzają się sytuacje, że fanpage znikają ot tak bez powodu) i usunął mi stronę to kocie historyjki nie przepadną w odmętach Internetu. Kto woli być na bieżąca i nie czekać na takie posty, które będą pojawiać się pewnie raz na kilka miesięcy może polubić mnie na FB. Będzie mi bardzo miło. A teraz do sedna – historie dodaje chronologicznie.

*

15 lutego – w obliczu wyzwania

Koty jako demotywator treningowy – ile można znieść i się nie poddać? Lulu rzuca się w moją stronę niczym samobójca jak tylko zakręcę hula hop, a Beor patrzy na mnie niewinnym wzrokiem pt „Dlaczego wstałaś z kanapy?” i poluje na każdą poruszająca się część ciała 😀

*

26 lutego – rozbawiona

Kiedy w końcu usiadłam żeby rozpisać dietę na kolejny tydzień Lulu nagle wpakowała mi się dupką na kompa i zaczęła się wdzięczyć. A jak ją ściągnęłam z klawiatury to komp sam się wyłączył. Lulu chyba uważa że niepotrzebne mi żadne diety 😀

*

16 marca – rozbawiona

Trwa odwieczna walka Beora z moim smarfonem. Wystarczy, że usiądę gdzieś z telefonem w ręce, a Beor zaraz materializuje się znikąd i wpycha pomiędzy nas. Będzie walczył tak długo aż odłożę telefon na bok, a on wtedy może się powdzięczyć. Jego mina mówi: „Sprawdź sama, ja też mam funkcje dotykowe” 😀

*

17 marca – zszokowana

Wyciągnęłam z pufy jakaś zapomnianą zabawkę z piórkami i nawet nie zdążyłam się dobrze odwrócić, a Lulu już zjadła jedno piórko! Tak, teraz już pamiętam czemu ją schowałam. Piórka w misce nie kuszą (przepiórkę Dama zakopała, a na Beora patrzyła jak na wariata, że to je), ale takie farbowane, niebieskie piórko to chyba jakiś przysmak, bo nawet przyszła do mnie pokazać jak bardzo się oblizuje po tym smakołyku. Eh, nie dla Lulu zdrowe żywienie, w duchu nadal jest fanką przetworzonego żarcia 😛

*

21 marca – dreszczyk grozy

Pełen relaks – ja pluskam się w wannie, Beor śpi na pralce. Nagle gaśnie światło. Zdezorientowana i cała w pianie już planuje wydostać się z wanny kiedy światło wraca, a wraz z nim…Lulu tuż koło mnie!
-Aaaaa! Lulu skąd się tu wziełaś? I co to za diabelskie sztuczki Moja Panno? Szlaban na Harry’ego Pottera i Sagę o Ludziach Lodu!
-Miau?

*

7 kwietnia – rozbawiona

Beor uznał wczoraj, że samo siedzenie na wannie to nudy. No ile można czaić się za moimi plecami i zlizywać mi szampon z głowy? Postanowił, że poćwiczy zmysł równowagi i na trzęsących się łapkach zaczął przemierzać wąski brzeg wanny, raz w jedną, raz w drugą stronę.

Obserwowałam go leniwie, podsuwając mu co jakiś czas stopę lub kolano kiedy tylko zaczynał tracić równowagę. Trzeba wspierać kota w jego wyzwaniach 😛

Ale to też szybko znudziło Beora, więc dla odmiany zaczął się kiwać jak najmocniej w przód i w tył, w przód i tył.

-Beor, jeszcze chwila i wpadniesz do…

Plusk!

Pierwsza wspólna kąpiel zaliczona 😀

*

8 kwietnia – przestraszona

Ostatnio chodzę ciągle przemęczona, widać to po też po pustkach na Deevolution. Potrafię usiąść, zasnąć i obudzić się kilka godzin później. I najczęściej śni mi się wtedy jakiś koszmar. I dzisiaj miałam właśnie taką przygodę.
Śniło mi się, że zabrałam Lulu i Beora do sklepu. Bez transportera czy smyczy, tak o na luzie. W pewnym momencie tak skupiłam się na Lulu, że Beor znikł mi z oczu. Szukałam go wszędzie, pytałam, panika we mnie narastała. W końcu pewna starsza pani powiedziała mi, że w komodzie siedzi mały kotek (Beor we śnie był jeszcze w swojej kompaktowej wersji). Kiedy wyciągnęłam go z szuflady ulga była tak wielka, że się obudziłam i dopiero zorientowałam, że to tylko sen.
Beor spał koło mnie, rozwalony na plecach jak koci dywan, zrelaksowany. Jak go chwyciłam to już puścić nie mogłam, zresztą Beor nie miał nic przeciwko temu miętoleniu („Oooo, tulą mnie!”).
Nie mam żadnej fajnej pointy – proszę pilnujcie swoich kotów, bardzo łatwo się wymykają, a tych emocji nikt nie chciałaby odczuwać na żywo.

PS Jeśli podobał Ci się ten artykuł możesz polubić Deevolution na Facebooku lub śledzić mnie na Bloglovin’. Nie przegapisz wtedy nowych wpisów 🙂