Minikociostory #3 – ginura, jak piszę posty i przyszła już zima

minikociostory

Co to są minikociostory? To czasem bardzo krótkie, a czasem trochę dłuższe historyjki o moich perypetiach z kotami, które regularnie publikuję na fanpage’u Deevolution. Wiem, że nie wszyscy są fanami Facebooka, więc postanowiłam co jakiś czas robić z nich kompilację i wrzucać na stronę. Kto woli być na bieżąca i nie czekać na takie posty, które będą pojawiać się pewnie raz na kilka miesięcy może polubić mnie na FB. Będzie mi bardzo miło 😀

Część pierwsza – Minikociostory #1 – diety, kąpiele i Harry Potter

Część druga – Minikociostory #2 – imprezy, kalendarz  mrożone banany

*

19 sierpnia – w głupkowatym nastroju

-Ale ja mam dziś szczęście! No to po prostu niesamowite!
-Miau!
-Tak czułam, tak czułam! Wiesz, od kiedy wierzę i ufam swojemu losowi to życie zawsze mnie wspiera. A teraz patrz, znowu to się stało!
-Miauuu, miau!
-Tak, tak, wiem. Ja też nie mogę z emocji. Aż się nie mogę doczekać co mnie znów spotka. Bo wiem, że na pewno coś dobrego!
-Miau, miau, miaaau!
-Nikt mnie tak nie rozumie tak jak Ty Lulu, uwielbiam z Tobą gadać 😀

*

1 września – zdziwiona

Kiedy mam katar moje koty czują się ciągle karcone. Na każde głośne „Apsik” aż podskakują z wrażenia, a potem patrzą na mnie z wyrzutem – „No przecież my nic nie zrobiliśmy! Tylko tu sobie leżymy!”. I jak tu kotom wytłumaczyć, że ja przecież do nich o nic nie kicham 😀

*

14 października – w głupkowatym nastroju

-Biedaczko moja, jak Ty fatalnie rośniesz! Wiem, wiem. Przydałoby się trochę posiedzieć na parapecie, w słonku, a nie na tej ciemnej szafce w kuchni. Ale wierz mi, nie moge! Jesteś zbyt nęcąca, koty zaraz zaczęłyby Cię napastować. Ja ich znam, to stare kocie zboki, żadnemu kwiatkowi nie przepuszczą. No dobrze, ale tylko na chwilę, póki ich jeszcze nie ma…

Minute później

Beor obwąchuje biedną ginure i już podgryza jednym zębem, a Lulu szturcha biedaczkę raz po jednym, raz po drugim listku. Zboczeńcy, no zboczeńcy 😀

*

24 października – też tak macie?

Kocham te chwile kiedy koty pokazują, że naprawdę uwielbiają ze mną przebywać. Jak tylko wyjdę do innego pomieszczenia pierwsza szuka mnie spostrzegawcza Lulu. Słyszę tupot malutkich łapek, a za sobą już mam moją wytrwałą strażniczkę. Przed nią się nie da ukryć. Beor orientuje się trochę później jak to Beor. Mija kilka chwil (czasem nawet minut 😛 ) i słyszę zdziwione „Mrau!?” (w wolnym tłumaczeniu: „Eeee? Gdzie jest reszta?”). A po sekundzie jak błyskawica wpada na mnie Beor (i to dosłownie wpada) i znów jest wszystko tak jak trzeba 😀

*

19 listopada

Dlaczego kiedy obiecuje, że wpis pojawi się wieczorem pojawia się następnego dnia?

To proste!

1. Siadam wieczorkiem kończyć wpis, wystarczy tylko obrobić zdjęcia, dopisać to i owo, potem korekta, no godzinka roboty.

2. Koty postanawiają urządzić sobie wieczorne zapasy. Normalna sprawa, co nie? Niestety na mnie. Nie koło mnie, nie na podłodze tylko centralnie na mnie. Co chwilę dostaję z kociego kopa i muszę towarzystwo wyeksmitować z łóżka.

3. Wracam i piszę dalej w spokoju. Nie, chwila! Po bójce zostało pełno kocich kłaków, które teraz zjada Beor. Zajmuje się wyciąganiem kłaczorów z kociej mordy, a potem zbieraniem wszystkich z podłogi. Dziś Beor ma wybitnego smak na kłaka.

4. Uf, chata czysta, koty spokojnie, działam dalej! Chwila… Co to za dziwne, pukające odgłosy…? Aaaa! Lulu rzyga! I to w jakimś milionie miejsc. Teraz już wiem czemu ją kłaczory nie zainteresowały – brzuch był już pełen. No to teraz małe sprzątanko… Nie, Beor. Nie możesz się wytarzać w rzygach! Nie patrz tak na mnie…

5. Po kolejnym sprzątaniu chaty siadam do pisania. Czy dziś jest jakiś dzień przeszkadzania w pisaniu? Piszu, piszu, piszu… Bum! Aż podskakuję z wrażenia. Nic się oczywiście nie stało. Lulu tylko zwaliła na podłogę suszarkę z kompletnie mokrym praniem, a teraz koty tarzają się w moich bluzkach i skarpetkach, rozrzucając je dodatkowo po całej chacie i zakłaczając jak tylko się da. Ja to chyba chcę już spać…

6. Sprzątam pranie. Siadam do kompa…i zasypiam.

Kurtyna!

*

29 listopada – w głupkowatym nastroju

Nadeszła zima, a wraz z nią zmiany. I nie mówię tu wcale o pierwszym śniegu i mrozie trzaskającym za oknem. A Lulu nie była na te zmiany gotowa. Bo powiedzmy sobie szczerze – kto by był na jej miejscu?

Przez całą wiosnę, lato i jesień Lulu mogła spokojnie mieszkać w domku, który zrobiła sobie z mojej zimowej kurtki. A dziś rano wytrzepałam i wyrolowałam kurtkę z całej sierści i poszłam w niej do pracy!!! Mina Lulu prawie złamała mi serce: „Nie dość, że co rano mnie zostawiasz i idziesz sobie do jakiejś tam pracy (kim ona dla Ciebie jest?!) to jeszcze ubrałaś się w mój dom! Co jest z Tobą nie tak?!”:D

*

13 grudnia – zdziwiona

Czy można być większą niezdarą niż ja? Niemożliwe!

Beor zrobił sobie dziś żwirokąpiel, po której rozwalił się w łóżku i naniósł mi na pościel żwiru. A ja przed spaniem postanowilam go strzepać. I nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że zamiast w żwirek trafiłam ręką w telefon, który służy mi za budzik. A ten wystrzelił jak pocisk, przeleciał przez cały pokój (jakieś pół metra od śpiącego Beora) i wylądował na ścianie.

Beor był w stanie przedzawałowym, ale na szczęście szybko doszedł do siebie. Co najlepsze Lulu, która spała tuż obok nawet sie dobrze nie rozbudziła, a nerwowy podskok Beora oceniła tylko spojrzeniem pt: „Wyluuuuuzuj! Uciekaj dopiero jak będzie celować w Ciebie.” 😀

*

11 stycznia – rozbawioona

Wieczorne czesanie Lulu. Tak wczułam się w rolę, że przywaliłam kotu szczotką po głowie (mam Międzynarodowy Certyfikat Kompletnej Niezdary, w skrócie MCKN, a to do czegoś zobowiązuje).

– Miaaauuaaau!!! Miaaaauuu!!! (+ bardzo złe oczy 😠)
– Sorki Lulku! Wiesz przecież, że jestem trochę niepełnosprawna 😩
– Miau, miau.

Nie ma to jak cie kot podsumuje 😀

PS Jeśli podobał Ci się ten artykuł możesz polubić Deevolution na Facebooku lub śledzić mnie na Bloglovin’. Nie przegapisz wtedy nowych wpisów 🙂