Nie nastawiaj się na nic – życie i tak cie zaskoczy

życie cię zaskoczy

Na pewno to znasz – wielkie oczekiwania, a potem paskudne rozczarowania. I nieważne czy chodzi o randkę życia, rozmowę o pracę marzeń czy cokolwiek wyczekiwanego. Takie wydarzenia to nerwy, więc pierwsza myśl to lepiej by przygotowanym i mieć w głowie gotowy scenariusz. Prawda? Tylko czemu zwykle żaden się nie sprawdza? Znam to aż za dobrze. Ja miałam zawsze gotowych po kilka naraz! A potem bywało różnie – czasami zaskakiwałam się pozytywnie, ale częściej byłam bardzo zawiedziona, bo… „To nie tak miało wyglądać!” Kiedy myślę o oczekiwaniach to w głowie zawsze pojawia mi się dziwna historia o tym jak to dostałam kiedyś darmowy bilet do teatru… 😉

Miałam wtedy jeszcze naście lat (18 lub 19, nie pamiętam) i zdarzało mi się czasami dostać od znajomej darmowy bilet do teatru. Kocham teatr, ale co tu ukrywać bilety kosztują. Jako nastolatka nie miałam oczywiście kasy na takie przyjemności, więc zawsze byłam strasznie podekscytowana każdym biletem za free.

To jednak nie było wszystko co miało mnie czekać tego wieczoru. Znajoma znała jedną z aktorek (i to moją ulubioną!), więc oprócz biletów mogłyśmy wpaść na kameralne przyjęcie po i porozmawiać z aktorami oraz innymi gośćmi. Moje nastoletnie ja aż piało z radości na samą tę myśl. Wyciągnęłam z szafy porzucone buty na obcasie i jakąś kieckę. Pobieżnie zerknęłam na tytuł i treść spektaklu. Bardzo pobieżnie. Zabijcie mnie, ale nie pamiętam tytułu tego przedstawienia. Nawet nazwiska głównego bohatera. Po prostu wyleciało mi z głowy. W skrócie to była historia z czasów II Wojny Światowej. Młody chłopak zostaje złapany przez SS i pomimo wielogodzinnego przesłuchania nie zdradza swoich towarzyszy. Niestety nie udaje mu się przeżyć. Nastawiłam się więc na poruszający dramat, chwile refleksji, dużo wzruszenia. No bo czego innego można spodziewać się po TAKIEJ historii?

życie cię zaskoczy

W wieczór spektaklu przeżyłam kilka rozczarowań. Pierwsze kiedy okazało się, że moja ulubiona aktorka nie będzie grać. To nie była sztuka odgrywana przez nasz teatr tylko przez jakiś warszawski. „E tam, nie można mieć wszystkiego, tym razem pooglądam innych aktorów” – pomyślałam. Oddałam okrycie w szatni i wystrojona w mój najlepszy outfit wkroczyłam do sali. Zajęłam swoje miejsce i czekałam pełna emocji aż się w końcu zacznie. Kocham teatr, kocham. A wtedy kochałam jeszcze bardziej. I po chwili zaczęło się!

Początek był dość dziwny i wydawało mi się że kompletnie nie na temat. Spytałam mojej towarzyszki czy na pewno weszłyśmy do właściwej sali. Na twarzach innych osób też było widać tę samą dezorientację. W końcu ktoś zawołał głównego bohatera po imieniu i już nie było wątpliwości, że jestem w tym miejscu, w którym miałam być. Ale to nie było kompletnie to czego oczekiwałam! W najdziwniejszych snach (a miewam bardzo dziwne) nie wyśniłabym tego wszystkiego.

Cały spektakl miałam o taką minę:

życie cię zaskoczy

(Mogłabym być sobowtórem Jackie Chana – mamy taką samą mimikę i nosy 😛 )

Jak się okazało całkiem przypadkiem trafiłam na spektakl pewnego futurystycznego teatru nowoczesnego. Całe szczęście, że przeczytałam w google o czym jest ta historia i jak się kończy, bo z całego przedstawienia nie można było wywnioskować absolutnie nic. Dialogi kompletnie z czapy, wydumane metafory, krzyki, dziwne gesty, stroje nawiązujące do niczego (nie mylić z Nietzschem). Zero jakiejkolwiek fabuły. Po godzinie zastanawiałam się czy może nie wycofać się jakoś chyłkiem. Poturlać się cicho do wyjścia, tak żeby nikt nie zauważył. Bo już dłużej nie zniosę tej tortury. Widziałam, że sporo osób postanowiło po prostu się zdrzemnąć żeby czas minął im szybciej. Z teatru nie wychodzi się tak łatwo jak z kiepskiego filmu w kinie.

Kiedy już myślałam że to nigdy się nie skończy i zostanę tu na zaaaawsze wydarzyło się w końcu coś ciekawego. Główny bohater postanowił ni z tego ni z owego rozebrać się do naga, a potem wykrzyczał jakiś religijno-podniosły bełkot. Kurtyna.

O ludzie co ja…

życie cię zaskoczy

Kiedy po wszystkim wychodziłam z sali w głowie miałam tylko jedną myśl: „Trzeba szybko wiać! Szybko, póki nikt mnie nie zauważył! Żeby tylko nie trzeba było iść na afterparty z aktorami!”

Co miałam im niby powiedzieć? „Eeee…. wiecie to było najgorsze gówno jakie widziałam, ale nie bierzcie tego do siebie” albo „Naprawdę dzięki. Dobrze, że się rozebrałeś na końcu, bo bez tego to byłby kompletnie zmarnowany czas”.

Kiedy sobie przypominam tę historię mam w głowie scenę z IT Crowd kiedy główna bohaterka Jen umawia się na randkę do teatru, a jej towarzysze twierdzą, że nowa miłość jej życia to gej. Z resztą zerknijcie sami. Od 46 sekundy.

Oj skądś znam te miny 😛

Kiedy za mocno się na coś nastawiam i w głowie pojawia mi się setka scenariuszy, przypominam sobie tę moją historię i turlam się ze śmiechu. Plany? Oczekiwania? Życie i tak cie zaskoczy! Nie da się być na wszystko przygotowanym i w każdej chwili może zdarzyć się coś co kompletnie wybija z rytmu – dajmy na to idziesz oglądać smutną sztukę teatralną, a zastajesz coś na kształt kiepskiego kabaretu, potem obcy facet się przed tobą rozbiera.

Co zrobić żeby nie zawodzić się kiedy wszystko idzie w dziwną stronę? Nie wiem! No może troszkę wiem – po prostu nie nastawiać się. Iść tam gdzie trzeba bez scenariusza w głowie. Dać się ponieść chwili i zobaczyć co życie przyniesie. Nie mówię tu oczywiście, żeby na ważne spotkania iść nieprzygotowanym, bo od teraz płynę z prądem i lecę z wiatrem. Chodzi mi tylko o samo nastawienie, o zostawienie za sobą tego przymusu kontrolowania sytuacji. Bo i tak wszystkiego nie przewidzisz. Obiecuję ci to! A jeśli nic nigdy cie nigdy w życiu nie zaskoczy to możesz się ode mnie domagać odszkodowania za wprowadzanie w błąd.

Nie myśl, nie analizuj ciągle. Uśmiechnij się i do przodu. Niespodzianki są fajne! I bywają zabawne 😀

PS Jeśli podobał Ci się ten artykuł możesz polubić Deevolution na Facebooku lub śledzić mnie na Bloglovin’. Nie przegapisz wtedy nowych wpisów 🙂

  • Dee

    O! A czym się rozczarowałaś? Też trafiłaś na futurystyczny teatr nowoczesny? 😀 plany mogę być fajne, ale gotowe scenariusze w głowie już trochę mniej. Bo jakim cudem to co mamy w głowie ma się wydarzyć w prawdziwym życiu? Nie mamy przecież wpływu na to co zrobią inni ludzie i łatwo się rozczarować. A rozczarowania są przykre, więc po co sobie ich dostarczać w nadmiarze 😉

  • Dee

    Teraz też omijam takie przedstawienia szerokim łukiem 😀 wiadomo, że są sytuacje kiedy nie da się ot tak wyłączyć tego oczekiwania w głowie, szczególnie właśnie jak się bardzo długo czeka albo mocno czegoś pragnie. Ale zawsze można spróbować, chociaż troszeczkę. Po sobie widzę, że jest lżej i dużo mniej nerwów to kosztuje. Mi wypracowanie takiego stanu ducha jak teraz też zajęło kilka lat, ale małymi kroczkami… 🙂 A ja dziękuje za komentarz 😀

  • To mi przypomina o podobnym doświadczeniu, które kiedyś zaliczyłam. Wybrałam się na alternatywny balet – alternatywny na tyle, że podsumowując go w czterech słowach można powiedzieć „Jezioro Łabędzie w pomidorach” (tak, był Czajkowski i były pomidory na scenie, dużo pomidorów). Rozczarowałam się strasznie, bo, tak jak Ty o zobaczeniu sztuki z Twoją ulubioną aktorką, marzyłam o obejrzeniu „Jeziora Łabędziego”. Ale, koniec końców, gdyby nie tamto doświadczenie, nie mogłabym nikomu opowiedzieć zabawnej anegdoty o balecie – więc zgadzam się z Tobą, że czasem lepiej się po prostu nie nastawiać. Kto wie, jakie korzyści (albo anegdoty!) przyniesie to, jak na chwilę przestaniemy „kontrolować sytuację”. Dzięki za przyjemny tekst 🙂

    • Dee

      O rany! Balet w pomidorach 😀 to musiało być dziwne doświadczenie 😀 ale zawsze zostaje w głowie zabawna historia, a klasyczne Jezioro Łabędzie szybciej wyparowałoby z głowy. Ja nawet nie tyle żałowałam ulubionej aktorki co tego, że nastawiłam się że zobaczę coś z sensem, a się nie udało 😀

  • Przypomina mi się takie powiedzenie – „chcesz rozśmieszyć Boga? Powiedz mu, że masz plan”. Taaa…

    • Dee

      Też często używam tego powiedzenia tylko w trochę innej wersji 😉

  • Melduję Gotowość

    Chyba każdy zawiódł się chociaż raz. Ja nigdy nie lubiłam planować. Wolę, gdy wszystko dzieje się szybko.

    • Dee

      Dla mnie zwykłe planowanie, a oczekiwania to trochę inne sprawy. Dobry plan nie jest zły, szczególnie jak ktoś nie ma wewnętrznej dyscypliny albo motywacji. Jedak jak ktoś tworzy takie plany-oczekiwania to może się często bardzo rozczarować. W życiu jest za dużo zmiennych żeby dało się wszystko przewidzieć 😉