Postaraj się zapomnieć– dlaczego to nie ma sensu?

postaraj się zapomnieć

Ostatnio chodzi mi po głowie zwrot, który często używamy w codziennym życiu, a który bardziej szkodzi niż pomaga. Tak, mam na myśli pocieszające „Postaraj się zapomnieć”. W innej wersji może być też „Nie myśl o tym”, ale to już jest do zrobienia. Możesz pokierować swoje myśli na inne tory i rzeczywiście nie skupiać się na tym na czym nie chcesz. Nie jest to łatwe, co to to nie, ale możliwe. Inaczej sprawa się ma z zapominaniem.

Spójrzmy tak na trzeźwo na zwrot „Postaraj się zapomnieć” i rozbijmy go na kawałeczki. Staranie się to jakby nie patrzeć wkładanie w coś wysiłku. Robisz coś po to żeby uzyskać konkretny efekt. Za to zapominanie  to przecież utrata pewnej umiejętności, wiedzy albo zdolności. Łapiecie już o co chodzi, nie?

Czyli wkładasz mnóstwo wysiłku w to żeby coś stracić? Spinasz się i pocisz nad tym żeby coś samo zniknęło? Postaraj się zapomnieć to paskudny oksymoron, który wszyscy dookoła powtarzają w dobrej wierze. Ale nic dobrego z tego nie wynika. Co prawda dostajesz rozwiązanie (zapomnij i już, po kłopocie), ale problem w tym że nie da się go wykonać. A to frustruje jeszcze bardziej.

„Czemu co cholery nie mogę o tym zapomnieć?! Przecież tak się staram?!”

Skoro chcesz o czymś zapomnieć to znaczy, że ta myśl cię rani. Że przeszkadza ci i uwiera. A im mocniej się na niej skupiasz tym jest żywsza w twojej pamięci. Sama to też robiłam i w chwilach słabości nadal robię. A proste postaraj się o zapomnieć jest dobre na wszystko – na zawody miłosne, kiedy nie udaje się coś nad czym pracowałaś całymi tygodniami, kiedy rozczarowuje cię to co kiedyś było takie ważne i kiedy odchodzi lub umiera ci ktoś bliski. Tylko, że to nigdy nie zadziała. Zapominanie zawsze dzieje się samo. Im więcej wysiłku wkładasz w niepamiętanie o czymś tym bardziej skupiasz się na tym i jeszcze lepiej to wszystko pamiętasz. Wiem, że to już pisałam sto razy, ale to jest właśnie sedno, które często się pomija kiedy używa się utartych zwrotów.

postaraj się zapomnieć

Jestem teraz na takim właśnie etapie, że naprawdę chcę o czymś zapomnieć. Ale im bardziej chce tym bardziej to nie wychodzi. I dlatego wcale się już nie staram. Raz jest lepiej, a raz naprawdę słabo. Co robię żeby sobie trochę pomóc?

  • kiedy jakaś myśl do mnie wraca, a jest naprawdę przykra kieruję swoją uwagę na coś innego – szybko zajmuje się czymś co mnie pochłania, wychodzę z domu i idę gdziekolwiek albo robię coś czego się boję lub nie lubię. To wszystko bardzo mnie rozprasza i kieruje myśli na zupełnie inne tory. Gubię wtedy te myśl, o których chciałabym zapomnieć.
  • unikam tego co mogłoby mi przypomnieć o czymś przykrym – miejsc, rzeczy, nawet osób.
  • patrzę na wspomnienia z pozycji obserwatora, z dystansem. Trochę jak przy medytacji, nie oceniam ich, nie angażuje się, traktuję je jakby nie były moje. Po jakimś czasie zaangażowanie maleje i ogłada się to wszystko trochę jak w filmie, ale to już wymaga więcej czasu. U mnie jest prawie jak w filmie.
  • staram się nie zatracać w pospolitych „wspomagaczach” zapominania. W zależności od problemu do wyboru mamy alkohol, papierosy i mocniejsze używki, a do tego niebezpieczne zachowania, przelotne romanse czy co tylko dusza zapragnie. Zamienniki drugiej jakości nie pomogą zapomnieć, a tylko trochę ogłupią.
  • i najważniejsze i najgorsze – czekam cierpliwie.

PS Jeśli podobał Ci się ten artykuł możesz polubić Deevolution na Facebooku lub śledzić mnie na Bloglovin’. Nie przegapisz wtedy nowych wpisów 🙂