Relaks #2 – rozciąganie

rozciąganie

Nigdy nie sądziłam, że to powiem – wstanie z kanapy może być relaksujące 😀 Przed Wami kolejna część relaksującego cyklu.

Dzisiaj skupimy się nie na sporcie ogółem, a na samym rozciąganiu. Odprężający wpływ rozciągania poznałam przypadkiem. Kiedy na początku tego roku odkryłam na nowo moje dawne wielkie marzenie (w następnym wpisie Wam o tym opowiem, bo minęło już kilka miesięcy i wygląda na to, że za nic na świecie z tego nie zrezygnuję), zaczęłam porządnie trenować. Rozpisałam sobie, czego po kolei będę się uczyć i czego moje ciało jeszcze nie umie. Rozciąganie to był bardzo ważny punkt i zamierzam w ciągu najbliższych kilku miesięcy bez wysiłku robić szpagat.

Kiedy zaczynałam ćwiczyć, korzystałam przede wszystkim z wpisu Marty z Codziennie Fit i grafik, które w nim dodała.

Przede wszystkim bazuje na tym:

rozciąganie

I dorzucam też te:

rozciąganie

A kiedy nie zależy mi, żeby dzisiaj na 100% cisnąc szpagat, to włączam po prostu jakiś filmik z YT. Pomaga szczególnie po stresującym dniu i kiedy zbyt długo pracuję w pozycji siedzącej.

Co jest takiego fajnego w tym całym rozciąganiu? Nie wiem 😀 serio, zaczęłam się rozciągać, bo miałam w tym jakiś cel i nagle się okazało, że to jest strasznie przyjemne. Ciało od razu się odpręża, umysł wycisza. Fajne jest też poczucie, że wpływa się bezpośrednio na swoje ciało – rozluźnia mięśnie, wykonuje konkretne ruchy. To odpręża, bardzo polecam taki relaks wszystkim nerwicowcom, którzy czują ciągłe napięcie w ciele. Dla ułatwienia dobrze jest puścić sobie przyjemną muzykę albo audiobooka. U mnie ciągle leci OST z Yuri on ice.

Rozciąganie bardzo mi też pomaga przy pracy – jestem kinestetykiem, więc żeby czuć się dobrze, muszę się ruszać. U mnie w domu to nic dziwnego, że kiedy napisze tekst (lub jestem w trakcie 😛 ) muszę zrobić rundkę po domu, odtańczyć piosenkę albo trochę się porozciągać. Potem siadam do kolejnego artykułu i umysł mam znów czysty.

rozciąganieTak będziecie wyglądać jak zaczniecie 😀 też to czułam, człowiek drewno 😀

Rozciąganie jest serio przyjemne -mogę siedzieć i godzinami się rozciągać, a kotały też szaleją z radości. Nie ma nic fajniejszego na świecie niż leżenie na macie albo konkurs na najbardziej skuteczne przeszkadzanie, na przykład jeden koteł leży tuż pod moją wyciągniętą nogą, a drugi znienacka zaczyna lizać mnie po stopie 😀 normalnie domowy survival 😀

Trzeba tylko pamiętać, żeby nie zrobić sobie krzywdy:

  • Przed rozciąganiem przynajmniej 10 minut rozgrzewki (to dla mnie najnudniejszy etap i często zapominam, Wy nie zapominajcie).
  • Nie ciśniemy na siłę, to nie ma być walka ze swoim ciałem, ból, pot i łzy. Uczucie ma być podobne do ciągnięcia, ale nie ma boleć. Godzinami bym przecież tak nie siedziała, cierpiąc bóle. Ruchy mają być powolne, delikatne, żadnego szarpania, pulsowania i szaleństw (to nie stretching dynamiczny tylko statyczny!). Ćwiczymy raz jedną, raz drugą stronę, mimo że na pewno z którejś strony jest nam łatwiej. Te lekko upośledzona strona też potrzebuje uwagi 😉 kiedy dotrzemy do maksimum naszego rozciągnięcia, zatrzymujemy się na kilka sekund. Ja zwykle staram się wytrzymywać w danej pozycji około minuty lub więcej, ale na początku wytrzymywałam około 15-20 sekund i robiło się za ciężko. Cierpliwości, ciało zacznie Was słuchać, ale też potrzebuje czasu. Zamiast je dociska lepiej się z nim komunikować 🙂

rozciąganieA tak się poczujecie po kilku tygodniach 😀

  • I to, czego zawsze muszę pilnować – kolana proste, palce obciągnięte i rozluźnianie mięśni. Jak każdy nerwicowiec instynktownie się cała napinam, ale im więcej w moim życiu świadomej pracy z ciałem, tym łatwiej o relaks.

Jak to mądrze brzmi – świadoma praca z ciałem 😀 nauczyłam się wiele lat temu jak osiągnąć spokój psychiczny, ale nigdy szczególnie nie skupiałam się na ciele. I dopiero teraz, kiedy zaczęłam bardzo mocno z nim pracować, widzę ile jest do nadrobienia. Moja ciało żyje sobie swoim życiem, serio 😀 w następnym poście opiszę Wam, co zaczęłam trenować i jak zamierzam lepiej połączyć to, jak pracuje mój umysł z tym, co robi moje ciało. To nie będzie żadne hokus pokus, raczej ból, pot i łzy 😀

PS Jeśli podobał Ci się ten artykuł możesz polubić Deevolution na Facebooku lub śledzić mnie na Bloglovin’. Nie przegapisz wtedy nowych wpisów