Sobotni poranek z Beorkiem [KOCIOSTORY]

kociostory

Pierwsza część nowego cyklu o kocich przygodach, w które i ja bywam zamieszana. Szczerze? Kto nie kocha kotów i ich specyficznego sposobu bycia. Dziś pewien sobotni poranek pełen kociej miłości, tekst z okazji Walentynek. Zapraszam!

Sobotni poranek z Beorkiem
W roli głównej – Beorek

Role bardzo drugoplanowe – Mamusia i Lulu
Jest już kilka minut po piątej, a Mamusia ciągle nie wstaje. Niepokoi mnie to, bo zawsze rano jesteśmy umówieni na wspólne wejście do łazienki. Mama wchodzi rano dużymi drzwiami, a ja w tym samym momencie wślizguję się malutkimi drzwiczkami dla kotków. Ta sztuczka wychodzi nam perfekcyjnie – idealna synchronizacja, wspólny rytm, jest pięknie. No ale ćwiczymy ciężko co rano to co się dziwić. Takie układy taneczne to ja mam we krwi, jak byłem malutki występowałem z takim jednym boysbandem, ale już się rozpadł, więc występuje teraz z Mamusią.

Tylko, że ona nie wstaje. Lepiej pójdę sprawdzić co się dzieje. Hmmm… Zakryła się biedna kołdrą i pewnie przez to nie może wyjść. Pomogę Mamusi! Odkopuję Mamusię z pełną energią, ile tylko sił w łapkach i to pomaga. Mamusia się kreci, coś mamrocze, ale nadal nie wstaje. Muszę kopać mocniej! Kopię w kołdrze aż sam cały podskakuję i Mamusia się podnosi. Udało się! Mamusia chwyta mnie i wywala z łóżka. Hmmm… Mamusia mnie chwyciła, mnie Beorka. To znaczy, że Mamusia mnie kocha! Nie rozumiem tylko tego wywalenia z łóżka. Cóż próbuję dalej.

30 wywaleń z łóżka potem

Hmmm…. Wiem na pewno, że Mamusia mnie kocha tylko czemu nie chce wstać? Kopanie w kołdrze nie pomaga. Co robić? Wiem! Też pokażę Mamusi, że ją kocham i wstanie. Kładę się koło Mamusi, na Mamusi, mruczę do ucha, ciamkam włosy, liżę ją w uchu (na pewno sama tak się nie umyję jak ja umiem), sapie jej prosto w nos. To wszystko zaczyna działać, Mamusia zaczyna mówić do Beorka! Coś jak – „Beor, zaraz Cię zabiję”. Mamusia wie że to ja! Rozpoznała mnie! Mówi do Beorka po imieniu, kocha Beorka. Tylko zaraz, zaraz. Znów wywala Beorka i chowa się w kołdrze. Mamusiu! Jesteś na coś chora na pewno, że nie wstajesz, ale ja się nie poddam i Cię uratuję. Ponawiam wszystkie dotychczasowe działania i jeszcze, jeszcze więcej, ale Mamusia się nie rusza. O nie, chyba umarła pod tą kołdrą! Jest mi tak smuuuuuutno, że kładę się cichutko koło Mamusi i z rozpaczy zasypiam.

Jest już prawie dziewiąta, kiedy sprawdzam czy może Mamusia jednak odżyła, nie mogła przecież umrzeć tak na zawsze. Szukam noskiem jej nosa i ciamkam ją wszędzie, ale nie po twarzy, bo tam wiem że nie wolno. I nagle Mamusia odżywa i otwiera oczy. I mówi do Beorka – „Beorku, ale z Ciebie cholera” i całuje Beorka. Mamusia wstaje i kocha Beorka! Wiedziałem cały czas! Idziemy razem do łazienki. Jestem taki szczęśliwy!

To co jutro rano też razem ćwiczymy?

A gdzie w tym wszystkim Lulu? Spała spokojnie na stole i nikt nie przerywał jej snu. Ona już wcześniej odmówiła kategorycznie jakichkolwiek występów zespołowych. To niezależna solistka!

PS Jeśli podobał Ci się ten artykuł możesz polubić Deevolution na Facebooku lub śledzić mnie na Bloglovin’. Nie przegapisz wtedy nowych wpisów 🙂