Najgorsze co możesz pomyśleć – „To takie oczywiste!”

to takie oczywiste

Bardzo często nadużywam zwrotu to takie oczywiste. Wiele rzeczy wydaje mi się tak prostych, tak logicznych, że po co o tym w ogóle mówić? Wszyscy na pewno od dawna już o tym wiedzą. A czasem tak sobie rozmyślam – czy ja w ogóle umiem lub wiem coś unikatowego? To przecież takie oczywiste sprawy te wszystkie koty, copywritingi, przemyślenia i inne rzeczy które zajmują mi całe dnie. No chyba wszyscy by mogli coś takiego robić, co nie? Więc po co o tym w ogóle wspominać skoro każdy przecież to wie? A właśnie że guzik prawda!

Uświadomiłam to sobie kilka dni temu, kiedy w końca zabrałam się za dodanie pagingu na blogu. Zmiany wizualne na blogu idą mi jak krew z nosa, bo ciągle brakuje mi na nie czasu albo wolę zrobić wpis (to dlatego strona o mnie nadal wisi w roboczych i codziennie płacze żeby ktoś ją dokończył pisać :P). W każdym razie tego dnia postanowiłam, że zrobię mały porządek z wtyczkami i dodam ten nieszczęsny paging – czyli te mały cyferki z liczbą stron z wpisami, zamiast napisów starsze posty i nowsze posty. I oczywiście szło mi jak po grudzie. W końcu ogarnęłam jaki kod i gdzie mam dodać, ale za cholerę nie wyglądało to tak jak miało wyglądać. Ale że jestem uparta i jak coś chce zrobić to będę siedzieć do skutku to w końcu… udało się! Stare napisy zniknęły, piękne cyferki pojawiły się tam gdzie powinny, no bajka! Oj ja głupiutka, a tyle się męczyłam. A przecież to było takie oczywiste! Nie, chwila. Jakie oczywiste? Przed chwilą oczy wypłakiwałam koleżance, że zaraz szlag mnie trafi i tego cholerstwa nie dodam, bo nie umiem, a teraz to takie oczywiste? I zaczęłam o tym myśleć.

to takie oczywiste

Nie macie czasem tak, że to czego już się nauczycie traktujecie jak coś banalnie łatwego? A przecież chwilę wcześniej takie wcale nie było. Nie zliczę też sytuacji, które wprowadzały zamęt w ważnych dla mnie relacjach, bo nie mówiłam o czymś. Bo po co? To takie oczywiste sprawy, że aż wstyd robić z tego wielkiej hecy, drążyć i tłumaczyć. A potem nagle dostawałam jak z liścia informacją o czymś co dla mnie było totalną nowością, a dla drugiej strony oczywiste. „No nie mówiłem Ci tego, bo myślałem, że wiesz takie rzeczy”. A ja właśnie nie wiedziałam, mimo że to nie była żadna wiedza tajemna tylko na przykład sposób na lepsze komunikowanie się ze sobą lub mówienie o czymś w wprost. Ała, dostałam z mojej własnej broni.

Albo inna historia. I to z dzisiaj. Postanowiłam ostatnio zrobić nalewkę z cytrusów. Uzdrawiająca nalewka dobra na wszystkie codzienne dolegliwości 😛 Próbowałam wcześniej takiej nalewki, więc wiedziałam do kogo uderzyć po przepis. Dostałam całą listę wskazówek, kupiłam pomarańcze, cytryny, limonki i grejpfruty, a potem wzięłam się do roboty. Dziś minęły 3 tygodnie od tego dnia, nalewka dojrzała i postanowiłam spróbować jak wyszła. Był ze mną również pan od przepisu. Po małym łyku o mały włos nie wyzionęliśmy ducha! Ale to było diabelnie mocne! Czemu moja nalewka zamiast uzdrawiać zabija? I wtedy się dowiedziałam, że popełniłam mały błąd – soku z owoców było za mało w stosunku do alkoholu. „Nie wspominałem Ci o tym ile ma być soku? Uznałem, że te proporcje są takie oczywiste…” Dla mnie nie były, ani trochę.

to takie oczywiste

To takie oczywiste kojarzy mi się też z oczekiwaniami i nastawianiem się na coś. Pisałam o nie nastawianiu się na sytuacje, ale nie wpadło mi do głowy, żeby pomyśleć o nie nastawianiu się do tego co wiedzą lub myślą inni ludzie. A to takie oczywiste przecież 😛 Sprawia mi to często spore problemy – nie raz zastanawiałam czy pisać o czymś tekst, aż głupio się robi, bo taki oczywisty temat chce poruszyć. Co ja tu będę wypisywać klawiaturę, każdy to wie. A potem jednak napisze i dostaje potem wiadomości zwrotne, że super, że pomogło. Czyli jednak nie było dla wszystkich takie jasne i banalne.

Że już nie wspomnę o umniejszaniu swojej wiedzy i umiejętności. U mnie to raczej wygląda tak, że zakładam, że ludzie przecież sami mogą się tego wszystkiego dowiedzieć, nauczyć i zrobić bez problemu. Bzzzz. Błąd. Każdy ma tylko swoją perspektywę do dyspozycji i nie da się wiedzieć wszystkiego i dojść do każdego wniosku bez informacji z zewnątrz. Idąc dalej tym tropem to przecież wszystko co umiem jest dla mnie takie oczywiste, więc jak można brać za to pieniądze? Chyba wszyscy to wiedzą, co nie? To są takie proste sprawy, wystarczy trochę poczytać, trochę poćwiczyć na sucho, trochę potrenować na żywym organizmie i już. Zrobione, a ja bym chciała żeby ktoś za to płacił? Nie wiesz tego wszystkiego co ja? No weź nie kłam 😉

Dlatego podjęłam decyzję, żeby wyjść z tego małego absurdu i staram się wcielać w życie plan – nic nie jest oczywiste. Serio nic. Podważam oczywistość najbardziej oczywistych rzeczy. Im więcej wiem tym wiem coraz mniej. Brzmi to może z lekka bez sensu, ale tak właśnie czuję. Dlatego tłumacze i drażę sprawy które dla mnie są banalnie proste. Inni ludzie nie są mną. To staram się mieć zawsze z tyłu głowy – moje postrzeganie świata nie pokazuje mi jaki świat jest naprawdę, to tylko moja perspektywa. Lepiej wytłumaczyć coś po raz tysięczny nic powiedzieć o jedno słowo za mało.

Też masz problem z to takie oczywiste? Kto też daje sobie spokój z oczywistościami? 😀

PS Jeśli podobał Ci się ten artykuł możesz polubić Deevolution na Facebooku lub śledzić mnie na Bloglovin’. Nie przegapisz wtedy nowych wpisów 🙂