Trawka dla kota – tanio i dobrze [brzmi prawie jak reklama:P]

trawka dla kota

Co prawda okres linienia powoli się kończy (u mnie największy szał już minął), ale jestem zdania, że dobrze mieć trawkę dla kotów przez cały rok. W końcu koty myją się codziennie sto razy dziennie i zawsze trochę sierści wejdzie im do żołądka. Więc warto byłoby ją potem zwrócić 😛 Dziś zdradzę Wam jak za mniej niż 2 złote miesięcznie mieć w domu zawsze świeżą trawkę dla kotów.

trawka dla kota

Po co w ogóle kotom trawka? Koty w końcu są zwierzętami wyłącznie mięsożernymi. Trawka dla kotów nie jest częścią kociej diety. To raczej taki naturalny czyścic żołądka. Kot nie jest trawy po to żeby się nią delektować, tylko po to żeby zwrócić włosy zalegające mu w układzie pokarmowym. Tak jak kiedyś pisałam życie z kotem to nie tylko kuwetowe przyjemności, ale też mniej lub bardziej regularne pawie.

trawka dla kota

Tak, wymioty to normalna część kociego życia. Trzeba tylko rozdzielić naturalne wymioty sierścią od wymiotów spowodowanych chorobą. Najlepszym sposobem jest po prostu przyjrzenie się czym dziś zwymiotował mój kot. Jeśli jest to bezoar z sierści (kto czytał Harry’ego Pottera? 😉 ) to wszystko gra. Cóż, nikt nie mówił, że z kotami jest lekko 😛 Nie wiem czy wiecie, ale bezoary były kiedyś uważane za talizmany (w HP używane są jako odtrutki). Doceńcie więc, że kot regularnie wytwarza Wam taki szczęśliwy talizman 😀 bardzo spragnieni szczęścia mogą taki pilobezoar nosić ze sobą, ale jednak bardziej polecam spuścić go w toalecie. Na szczęście 😛 Wróćmy do meritum i już bez świrowania 😀

trawka dla kota

Trawki są o wiele lepszym wyjściem niż popularne pasty na odkłaczanie. Czemu? Trawka pozwala kotu pozbywać się kłaków naturalną drogą, czyli górą. Pasty mają za zadanie przepchać kłaki dołem, razem odchodami. W podbramkowym sytuacjach można ratować się przepychaniem kłaków dołem, ale nie można robić tego regularnie. Dobra, wiemy już, że trawka dobra rzecz. To teraz pytanie – jak to zrobić żeby mieć w domu zawsze świeżą trawkę, nie marnować na jej doglądanie zbyt dużo czasu i jeszcze zrobić to tanio? Jak ja rozwiązałam problem z wiecznie więdnącą trawką?

trawka dla kota

Nie kupujcie w zoologicznym gotowych zestawów z trawką. Kupując Lulu oczywiście zaopatrzyłam się w taki zestaw i bardzo tego żałowałam. Trawka kosztowała ok. 12-14 zł, zestaw składała się z plastikowego pojemniczka, garstki ziemi i kilku nasionek. I oczywiście trawka zwiędła po tygodniu 😀 kupując takie cudo musiałabym wydawać minimum 50 zł miesięcznie, a i tak dostałabym za to byle co. Nie popełniajcie moich błędów.

trawka dla kota

Fajnym wyjściem jest kupienie po prostu owsa. Mi ze 2 lata temu kupiła je sąsiadka, było tego około kilograma i wydaje mi się, że za całość zapłaciłam 1,50 zł (nie wiem, bo sąsiadka pieniędzy nie chciała, bo powiedziała że taka śmieszna suma, że szkoda mówić ile 😀 ). Mam ten worek do tej pory i ubyło mi go około połowy (ale były miesiące kiedy o trawce zapominałam i siałam ją mniej regularnie). Naprawdę, przejdźcie się na jakiś ryneczek ewentualnie zamówcie przez neta większą ilość.

trawka dla kota

Póki nasiona są trzymane w suchym miejscu i nie wyjdzie do nich pleśń są dobre. Ja trzymam je w papierowym worku (jak na zdjęciu wyżej) i wszystko z nimi w porządku. Do tego zestawy potrzebna będzie ziemia do kwiatów oraz dwie doniczki. To wszystko. Cała moja inwestycja zamknęła się w 30 zł. W tym są dwie spore doniczki, 40l ziemi (starczy mi na około 5 miesięcy siania, nie ma ich na zdjęciach) oraz owies. Ziemię wsypuję do doniczki, do tego garstka owsa, całość polewam wodą i voila! Gotowe!

trawka dla kotaCały zestaw bojowy 😛 tej ziemi używałam chwilę, teraz naprawdę kupuję duży wór w Biedronce i starcza. Trawka wyrośnie na czymkolwiek.

trawka dla kotaNasionka trzymam w papierowej torbie.

trawka dla kotaDłuższe i węższe doniczki są wygodniejsze dla dwóch kotów, przy okrągłej zdarzało im się przepychać, a teraz każdy ma swój kąt 😉

trawka dla kotaJa zawsze używam rękawiczek jednorazowych przy babraniu się w czymkolwiek.

trawka dla kotaDwie takie garstki w zupełności starczą na doniczkę.

trawka dla kotaTrawka posiana…

trawka dla kota…i zamieszana. Zostaje tylko obficie podlać i to wszystko. Cała praca ot nie więcej niż kilka minut.

Dodatkowo dobrze jest wyrobić sobie nawyk siania trawki. To nie jest nic wielkiego, całość zajmuje serio 2-3 minuty i najdłużej wyciągam worek z ziemią 😀 Ja wybrałam sobie niedzielę na dzień siania. Dzięki temu, że co 7 dni sieję to zanim jedna trawka zwiędnie, to druga jest już świeża i na tyle duża, że można ją jeść. Od posiania na trawkę trzeba czekać około 3-4 dni. Potem jeszcze przez kilka jest ładna i świeża, a potem przerasta i opada. Przy okazji koty też się nad nią znęcają, nie ma łatwego życia.

trawka dla kotaNasionka kiełkują. Nawet koci włos się załapał na fotkę 😉

Kiedy sieję nową trawkę w niedziela, ta stara jest nadal w pełnym rozkwicie, ale koło środy, czwartku zaczyna już marnieć. Wtedy daje ją kotom do wykończenia. Koło weekendu nowa jest w pełnym rozkwicie i wtedy koty znęcają się już nad nią, a ja w niedzielę sieję kolejną. I tak w kółko. Dla mnie to bardzo fajne rozwiązanie, może u Was też się sprawdzi 🙂

trawka dla kotaNa zdjęciu młodziutka trawka, przez kilka następnych dni urośnie jeszcze bardziej. Taką już koty mogą spokojnie obgryzać, zdąży odrosnąć.

Jeśli Wasze koty mają gdzieś trawkę to nic straconego. Są koty, które chętniej podgryzają listki zamiast trawek. W takim wypadku można kotu kupić po prostu roślinkę, która im nie zaszkodzi na przykład papirusa. Też będę to niedługo testować, jestem ciekawa czy kotom się spodoba czy sama zostanę z tym papirusem 😀 moje mają świra na punkcie trawki, kiedy ściągam ją z szafki i wołam na trawkę (wydaję z siebie wtedy charakterystyczny dźwięk, który kojarzą z trawką) to lecą jak durne 😀 po co chowam trawę, tam gdzie koty nie mają do niej na co dzień dostępu? Jeden powód jest banalny – jak mnie nie ma to nie chcę żeby roznosiły ziemię po całej chacie. Drugi powód jest sprytny – to co nie jest na co dzień dostępne jest atrakcyjniejsze. Może z tego powodu trawka u mnie wzbudza taką ekscytację. Też tego spróbujcie 😉

PS Jeśli podobał Ci się ten artykuł możesz polubić Deevolution na Facebooku lub śledzić mnie na Bloglovin’. Nie przegapisz wtedy nowych wpisów 🙂

  • Sprytne z tym chowaniem trawki! 😀 tak jak chowanie zabawek 😉

    • Dee

      To co nie jest zawsze dostępne i tam gdzie nie wolno to najlepsze wabiki na kota 😀 w taki sposób oduczyłam koty wchodzić na blaty w kuchni 😀 chociaż oduczyłam to mocne słowo – wchodzą teraz powiedzmy, że 5 razy na 100 możliwych okazji 😛

      • Tzn. oduczyłaś je wchodzić na blat pozwalając im tam wchodzić? 😀

        • Dee

          Haha nie 😀 po prostu niedaleko blatów postawiłam bardzo atrakcyjną miejscówkę, która była ciągle zajęta (to był koszyk na owoce i warzywa ulokowany na parapecie). Po jakimś czasie koszyk opróżniłam i udawałam, że nie widzę że ładują mi się tam z dupą 😀 w tym samym czasie za każdym razem wypraszałam towarzystwo z blatów kuchennych. Czasami do koszyka wkładałam owoce, aby było wiadomo, że to wyjątkowo elitarna miejscówka, która nie zawsze jest wolna 😀 koty w końcu załapały, że lepiej jest sprawdzać, czy fajna miejscówka jest dziś wolna i tam się wbić niż boksować się o blaty. Nie łudzę się, że nie wchodzą tam kiedy mnie nie ma (bardzo ładnie nauczyły się nie wchodzić na stół kuchenny kiedy jestem i wbijać kiedy tylko wyjdę z kuchni :P), ale w moim towarzystwie się hamują, a ja nie muszę się martwić, że zrobią sobie krzywdę (znam historię kocha przesiadującego niedaleko kuchenki, któremu podpalił się ogon).

          • Dobre rozwiązanie i znajomość kociego sposobu widzenia 😉
            W którejś z książek przeczytałam za to co robić, żeby kot w czasie naszej nieobecności np. nie wskakiwał na blaty – kot nie lubi jak mu się coś klei do łapek, więc przed wyjściem nakleić na blat/stół taśmę dwustronnie klejącą, potem to miejsce stanie się dla niego nieatrakcyjne więc je będzie olewał. Co myślisz o tym rozwiązaniu?

          • Dee

            Żeby kot nie wskakiwał na jakieś miejsce musiałabyś mieć cały czas przyklejoną folię. Miejsce z folią jest rzeczywiście nieatrakcyjne, ale miejsce gdzie folii już nie ma znów jest atrakcyjne 😉 wątpię żeby ktoś chciał mieć cały czas blaty obklejone taśmą, poza tym wiele kotów zjada taśmy i inne plastikowe rzeczy. Dlatego lepiej jest stworzyć atrakcyjniejsze miejsce niż blat albo zaakceptować że kot włazi nam tam gdzie nie chcemy 😉

          • Krzysztof Kolodziej

            Ja oduczyłem mojego Barrego wchodzenia na blat w mojej obecności za pomocą soku z cytryny. Kilka kropel na blacie wystarczyło, żeby po wskoczeniu od razu stamtąd uciekać 😉
            P.S. super blog, muszę go prześledzić całego 😉 szkoda, że dopiero teraz tutaj trafiłem. Po kilku artykułach już widzę że mam sporo do nadrobienia w moich relacjach z kotem 🙂

          • Dee

            Wiesz z uczeniem kota czegoś jest tak – najlepszą metodą jest zaproponowanie atrakcyjniejszej miejscówki zamiast lub przekonanie kota, że sam wybrał miejscówkę, którą sami dla niego wybraliśmy 😉 niestety czasami jest to bardzo trudne, szczególnie jeśli chodzi o naturalne kocie instynkty. Wchodzenie na poziomy na różnej wysokości (w tym stoły, blaty, szafki itd) to bardzo naturalne zachowanie, nie można wiec mieć o to pretensji (to jakby wkurzać się że kot oddycha :D)Jeśli chcemy ocalić jakieś miejsce przed kocim tyłkiem to pozostaje tylko przeniesienie atrakcyjności.

            Fajnie napisałeś, że oduczyłeś „wchodzenia na blat w mojej obecności”. To jest sedno tej metody, którą zastosowałeś 🙂 Jeśli nie ma jak stworzyć atrakcyjniejszej miejscówki lub kot nasze miejscówki uważa nadal za nieatrakcyjne (:D) to można w taki sposób kontrolować, kiedy pojawi się w jakimś miejscu, a kiedy nie. To jest ta sama grupa co taśmy i odstraszacze zapachowe. Działa póki gdzieś jest, a jak znika to kot miejscówkę znów przejmuje. Kiedyś gdy nie miałam wyjścia też stosowałam krótko olejek cytrynowy, ale jak tylko mogłam zorganizowałam kotce lepszą miejscówkę i teraz mam spokój. Takie metody zawsze mają w sobie szczyptę tymczasowości. Na stałe trzeba czasem bardziej pokombinować 🙂 z kotami zawsze jest kupa roboty 😀 lubię mówić, że koty są jak mięśnie – jak odpuścisz pracę z nimi to zaraz flaczeją 😛 kurczę, ale się rozpisałam, chyba brakuje mi pisania nowych postów przez brak czasu 😀 w każdym razie fajnie, że starasz sobie radzić z kotełkiem i ciesze się że nie stosujesz metod awersyjnych (krzyki, pryskanie wodą itd), bo one naprawdę nie działają. Cieszę się, że znalazłeś na blogu przydatne dla siebie treści 🙂