Wiesz, że nic nie musisz?

nic nie musisz

Miałam ostatnio strasznie dziwną rozmowę. W sumie dla mnie dziwną, ktoś inny mógłby uznać ją za zupełnie normalną. Bo wiecie, ja żyję sobie w takim fajnym świecie. Sama go wypracowałam. W tym świecie otaczam się fajnymi ludźmi i emocjami, a to co źle na mnie działa staram się odsuwać. W tym świecie ludzie często wprost mówią co myślą, co czują, o czym marzą. Nie jest to oczywiście utopia, bo i mi zdarza się totalny kwas, ale jest dobrze. Tak zwyczajnie i po prostu dobrze. I z tego miłego świata regularnie wkraczam do dżungli – mojej obecnej pracy. A tam przeważająca część osób to osoby zawistne, obgadujące innych, tworzące dziwne układy, czasami nawet agresywne. Żyję sobie w tym świecie bez żadnego uszczerbku, bo mam na to wszystko kompletnie wyjebane. Plus mam zawsze ze sobą słuchawki 😛 Ale czasami nawet takiego weterana jak ja coś może zaskoczyć.

Pewnego pięknego dnia dwie osoby z mojej pracy postanowiły mnie przekonać (ustalmy, że to było przekonywanie), że jeśli szef będzie mi coś kazał to muszę to zrobić. Nie mam po prostu innego wyjścia. Bardzo spokojnie tłumaczyłam, że niestety się mylą, ponieważ mam wolną wolę i nie można mnie do niczego zmusić ani mi nic kazać. Moja odpowiedz wzbudziła takie emocje (niestety złe emocje i oburzenie), że aż zaczęłam się nad tym zastanawiać.

Skąd w ludziach ta niewolnicza mentalność?

Genialna piosenka, pewnie słyszeliście ją w reklamie perfum. Czemu wszystkie reklamy nie są takie ładne jak reklamy perfum?

Będąc w pracy zawieram pewien układ. Ja robię coś i za to dostaje pieniądze. To czysta sytuacja. Ktoś daje jedno i bierze w zamian drugie. Ten układ nie zmienia mnie w czyjś własność, nie staje się przez niego bezwolna. Ja decyduje o tym czy wykonam coś czy nie. Każda opcja wiąże się oczywiście z pewnymi konsekwencjami. Jeśli nie wykonam jakiegoś polecenia, które jest wpisane w moje obowiązki, ryzykuję to stratą pracy. Coś za coś. Jednak absolutnie nic mnie nie zobowiązuje do wykonywania poleceń , które nie są w zakresie moich obowiązków „bo tak”.

Można mówić o mnie co się chce, ale jestem profesjonalistką. Nie jest dla mnie ważne czy kogoś prywatnie lubię czy nie. Praca ma być dobrze wykonana i to najlepiej w przyjaznej atmosferze. Zawsze jestem rzeczowa i konkretna. Nie trzeba mnie kochać wystarczy jak będziemy sprawnie współpracować, (miłość jest oczywiście miłym dodatkiem i w moich innych pracach jest dużo fajniej 😉 ). Jeśli coś należy do moich obowiązków to to wykonuje, bo taki jest układ który zawarłam z „szefem”. Ale ten układ nie pozbawił mnie nagle rozumu i wolnej woli.

Ze smutkiem obserwuje ile osób jest takimi małymi niewolnikami. Muszę, bo tak szef mi kazał. Muszę, bo tak trzeba. Bo mam już tyle lat. Muszę, bo tak się robi. Bo tak po prostu wypada (kolejne słowo, na które mam uczulenie). Tak chce mama, tata, rodzina, inni (kim są ci legendarni inni?). Wszyscy tak robią. A wiesz, że tak naprawdę to nic nie musisz? Przykłady na teraz. Nie musisz planować nic szczególnego na majówkę, możesz siedzieć w domu i ”zamulać”. Możesz też wyjechać gdzie tylko chcesz, za tyle ile ci się podoba i nikomu nic do tego. Nie musisz spędzać świąt z rodziną, bo tak wypada. Nie musisz też spędzać świąt samotnie, w barze, bo tak jest nowocześnie. Zrób tak jak chcesz.

nic nie musiszZdjęcia pokazuje jaki ze mnie do dupy fotograf 😛 to miało być jasne, piękne zdjęcie, na którym Beor odmawia zjedzenia goździków i robi to z własnej woli. No dobra, tak naprawdę to ja im nie pozwalam 😀 tak, używam kufla od piwa zamiast wazonu 😀

Wszystko to kwestia wyboru, a nie przymusu. Kiedy sobie to uświadomisz poczujesz się…fajnie. Serio, tak po prostu fajnie, lekko. Nie musisz chudnąć, nie musisz też tyć. Nie musisz się malować,  ani chodzi bez makijażu. Nie musisz mieć dziecka, brać ślubu, ani rozwodzić się czy być singielką. Świadomość tego daje poczucie, że to Ty decydujesz o swoim życiu. Nie sąsiad, teściowa, koledzy z pracy, partner. Wiem, że często irytuję innych ludzi, bo jestem tak okropnie z siebie zadowolona 😛 a powinnam umartwiać się, narzekać, zwalać winę na wszystkich dookoła. Ale lepiej irytować osoby z problemami niż samemu mieć problem. Wiem, że takie zmiany w sposobie myślenia nie są łatwe, ale wykonalne. Sama przerobiłam to wszystko. Możecie próbować wprowadzać zmiany małymi kroczkami albo zrobić w podobny sposób w jaki ja poradziłam sobie z nerwicą. Jak nie wiecie jak odmawiać to polecam ciekawy post. Ja tak robię, a nigdy się nad tym nie zastanawiałam.

PS Mam dylemat, wiecie problemy pierwszego świata 😛 obrazek wyróżniający to dwa moje w miarę wyglądające zdjęcia i nie wiem, które ustawić na główne (wierzcie, że reszta była gorsza 😛 ). Raz zmieniam na to, raz na to. A co Wy na to?

PS2 Jeśli podobał Ci się ten artykuł możesz polubić Deevolution na Facebooku lub śledzić mnie na Bloglovin’. Nie przegapisz wtedy nowych wpisów 🙂

  • Wiesz, ostatnio właśnie odkryłam, że faktycznie, zbudowałam sobie taki trochę świat idealny: jak ktoś na mnie nakrzyczy, ma do mnie pretensje, albo narzeka, narzeka, narzeka – to tak zaskakujące – bo zdarza się mega rzadko, z prostego powodu: mam wokół siebie takich ludzi, jakich mam.
    Aż za dobrze rozumiem tą Twoją niezgodę na bycie niewolnikiem. Ale to nie tylko w pracy: czasem mam wrażenie, że dla wielu takim dyktatorem jest rodzina: własnych opinii nie warto mieć, bo po co, skoro mama ma określone zdanie, po co myśleć, skoro jest bezpieczniej tak jak się utarło. A później to na mnie ktoś krzywo patrzy, bo decyduję się na wzięcie zmian w parcy w okresie świątecznym i za jednym zamachem świąt nie spędzam z rodziną i mam czas tylko dla siebie wtedy. Bo chcę. Co nie zmienia faktu, że było to trudne…
    Kiedy ktoś mnie zmusza do przyjęcia jego punktu widzenia, bez tłumaczenia, „bo tak” to jedynym efektem jaki osiągnie, będzie tylko moje utwierdzenie się we własnych poglądach.

    P.S. Zdjęcie z prawej podoba mi się bardziej 🙂

    • Dee

      To naprawdę duży krok, że robisz to co sama chcesz, a nie to oczekują inni. To na pewno trudne, zmiany zawsze są trudne, nawet jak się czegoś bardzo chce. Ja z rodziną nie mam problemu, bo z większością nie utrzymuje kontaktu. A ci z którymi utrzymuję przyjmują po prostu do wiadomość, że jak coś robię to znaczy, że tak ma być. Nawet moja 80 letnia babcia 😛 ale widzę za to dookoła mnóstwo ludzi w trybie niewolnika – zakładają rodziny, bo zegar tyka i już by wypadało, a nie dlatego że chcą, a w pracy obserwuje czasem takie odpały z cyklu „szef kazał”, że szczęki nie mogę pozbierać z podłogi. I wtedy jeszcze mocniej czuję, że robię dobrze. PS Mi dzisiaj z zdjęcie z prawej też się bardziej podoba 😀

  • Ja też dawniej próbowałam tłumaczyć, wyjaśniać, argumentować, ale przestałam. Szczerze mówiąc szkoda strzępić język. Zwykle ludzie nie mają ochoty zastanawiać się wspólnie nad zagadnieniem i poszukiwać prawdy, ale siłą przekonać Cię do myślenia jak oni – w przeciwnym wypadku czują dyskomfort i ja to dobrze rozumiem. Świadomość, że ktoś nie podziela frustracji jest niewygodna. Może moje frustracje nie wynikają z czynników zewnętrznych, ale ze mnie, skoro ktoś inny czuje się w tej samej sytuacji inaczej? A to bardzo nieprzyjemna myśl, że to coś w nas jest problemem i wymaga naprawy. Dlatego szczerze doradzam zostawić nieszczęśliwych w ich własnych, tak satysfakcjonujących nieszczęściach. I tak my za nich życia nie przeżyjemy, ani oni za nas.
    Najtrudniej z odcinaniem się od takich jednostek, ale staram się myśleć o tym jak o atucie – jeśli mam taką osobę w otoczeniu, to mogę popracować dzięki temu nad sobą, swoimi reakcjami, akceptacją, poczuciem własnej wartości, świadomością narastających we mnie emocji (np. w obliczu wygadywanych głupot;)), cierpliwością, etc. Wiadomo, że wolelibyśmy mieć naprzeciw siebie świadomą, opanowaną osobę, ale takie kontakty też są po coś – tak myślę. 🙂
    Brzmi to bardzo ę-ą, więc żeby nie było: mi też czasem kończy się cierpliwość i przelewa się czara goryczy. 😀 Ale, cóż, jednak zawsze to „ja się zdenerwowałam” a nie „ktoś mnie zdenerwował”.

    • Dee

      Dlatego ja z takimi osobami nie jestem blisko, ale czasem zdarza mi się z nimi współpracować 😉 zawsze się wtedy cieszę, że nie muszę w domu takich Łośków trzymać 😀