Żyjesz, wszystko może się zmienić – historia F.

Ostatnio na FB zdradziłam Wam, że w trudnych chwilach czytam własne posty. Mam ogromne kłopoty z pamięcią, kiedy sprawy dotyczą wspomnień i emocji, a w chwilach zdenerwowania mogę dostać kompletnej głupawy. To w ogóle ciekawa sprawa, bo moja pamięć jest jak żyleta jeśli chodzi o pracę, naukę, logikę, ale potyka się przy uczuciach. Kiedyś ten temat rozwinę, może ktoś ma podobny problem . Mam w głowie kilka bardzo ważnych dla mnie tekstów, ale czekam z nimi na właściwy moment. I teraz czuję, że przyszedł czas na historię F. Mam nadzieję, że wyciągniecie z niej jak najwięcej dla siebie. Ja będę do tego postu wracać za każdym razem kiedy stracę nadzieję.

Jedna z ulubionych piosenek F.

Poznałam F. kiedy byłam jeszcze nastolatką. Obie miałyśmy kompletnego świra na punkcie mang i anime (komiksy i animacje japońskie) i to nas połączyło. Ona dała anons w popularnej wtedy gazecie dla fanów m&a, że szuka kogoś kto ma podobnego świra jak ona. A ja odpisałam. I tak to się zaczęło. Niestety mieszkałyśmy po przeciwnych stronach Polski i byłyśmy niepełnoletnie, więc miałyśmy tylko listowny kontakt.

To była jedna z tych osób, która wzięła mnie z całym dobrodziejstwem inwentarza. Bez zmieniania i naginania do siebie. Tak podobna do mnie, że to aż bolało. Znacie takie uczucie? Kiedy poznajesz kogoś i wiesz, że to jest ktoś twój. Jest między wami taka chemia, że nie potrzeba wielu słów. F. była jedną z pierwszych osób, którym zwierzyłam się z moich tajemnic (dla mnie te sprawy były wtedy mniej więcej takiego kalibru jak wyznanie, że jestem seryjnym mordercą, więc łatwo nie było) i która w odpowiedzi napisała mi: „Oj tam, wielka sprawa. Wszystko dobrze, ja wszystko akceptuje. Przykro mi tylko, że będzie Ci ciężej w życiu. W sumie to teraz czuje, że jesteś moją najlepszą przyjaciółką”. Byłam wtedy bardzo chora i tak akceptacja znaczyła dla mnie dużo.

Od razu wyjaśnię, że moja relacja z F. to nie była relacja miłosna. Wiele osób lubi z góry zakładać, że kiedy ktoś jest Ci bardzo bliski to od razu trzeba go zaciągać do łóżka. Albo do ołtarza. Z F. miałyśmy podobne poczucie humoru, więc nie raz żartowałyśmy, że to wszystko musi skończyć się ślubem, bo jak inaczej. Ale oczywiście będziemy przymykać oko na romanse na boku;)

Największym problemem F. była jej matka. Będę aż za bardzo taktowna kiedy powiem, że była trudna. Religijna do przesady, uważała zainteresowania F. za dzieło szatana i czasami czytałam o takich scenach, że słabo się robiło. F. nie znosiła też życia, które planowali za nią rodzice – katolickiej szkoły, zakazów i nakazów. Sama sobie też narzucała co powinno się robić, a czego nie. Mimo że czuła, że jej dusza chce czegoś innego, że nie chce tak żyć jak teraz, nadal pokornie stała w szeregu. F. była tylko nastolatką, czekała aż dorośnie i wtedy zrobi to co będzie chciała. A ja zawsze ją w tym wpierałam – „Kiedy będziesz pełnoletnia zrobisz co chcesz! Co ja mówię? Obie zrobimy! Wyrwiemy się z naszych dziur!”. Ja wcześniej dobiłam do pełnoletniości. W końcu byłam 2 lata starsza. Uciekłam szybko z domu. Nie miałam już czasu pisać długich listów. Wysyłałyśmy sobie maile, rozmawiałyśmy przez telefon, ale życie zaczęło nas rozdzielać. F. jak to F. nie przebierała w słowach nad moim listownym lenistwem, ganiła mnie, ale była cały czas obok.

„Napisz do mnie normalny list, taki jak kiedyś. Żeby z koperty wypadło mi przynajmniej dziesięć, wielkich kartek zasmarowanych Twoim zabawnym pismem. Nie chcę do Ciebie pisać maili, ani gadać przez GG! No dobra, ewentualnie możesz zadzwonić.”

F. w międzyczasie poznała sporo pozytywnych osób, układało jej się lepiej. Jej osiemnastka zbliżała się wielkimi krokami. Kiedy skończyła 18 lat, w lutym 2009 roku, chyba jeszcze nie było mnie w kraju. Byłam zła, że teraz kiedy możemy się spotkać znów coś staje na przeszkodzie. Przed wakacjami posprzeczałyśmy się o coś, nie wiem o co. Pewnie o jakąś pierdołę. F. po raz ostatni wyjeżdżała wtedy z rodzicami na „cudowne, wspólne wakacje” i ustaliłyśmy, że jak wróci obgadamy wszystko, bo tak to nie może wyglądać. To była ostatnia wiadomość jaką od niej dostałam. Przez wakacje spamowałam ją smsy, mailami, dzwoniłam. Telefon wyłączony, żadnej odpowiedzi. Pomyślałam sobie: „Co za wredna pipa z tej F. Teraz się będzie na mnie boczyć czy jak? Bo zaraz wskoczę w pociąg i ją opiernicze!”. Myślałam, że może jej matka znów coś jej miesza. A potem wciągnęły mnie problemy dnia codziennego i uznałam, że F. odezwie się jak wszystko przemyśli. Zawsze się odzywała.

Była późna jesień, kiedy zalogowałam się na Naszą Klasę. Nie korzystałam z tego portalu już całe wieki. Zaraz też postanowiłam zobaczyć co tam u tej obrażalskiej małpy F. A na jej profilu palił się znicz. Roześmiałam się. „Boże, co ta wariatka nie wymyśli! Dziwny żart.” Ale komentarze pod spodem nie wyglądały żartobliwie. Dobrze kojarzyłam jej koleżanki ze wszystkich naszych listów, więc znalazłam tę, którą lubiła najbardziej i zapytałam. Dowiedziałam się, że jadąc na wakacje F. i jej rodzina mieli wypadek samochodowy. F. i jej matka zginęły na miejscu. Czy można o większą ironię losu? Matka od której chciała się uwolnić po osiągnięciu pełnoletniości zginęła razem z nią. F. Przeżyła tylko kilka miesięcy jako dorosła osoba. Właśnie kończyła szkołę, której nie znosiła. Teraz miał się rozpocząć jej czas. Ten wyczekany czas. Swoje życie, marzenia, decyzje. F. chciała pisać i wszystkie nienapisane historie umarły wraz z nią.

Od tego czasu minęło prawie 8 lat. Często myślałam o F. kiedy było źle, zastanawiałam się co ona by powiedziała w jakichś sytuacjach. Pewnie: „Zrób coś ze sobą! Bo zaraz ja coś zrobię z Tobą!”. Czy wiedziała, że wcale nie byłam na nią zła? Czy cierpiała? Tak strasznie bała się śmierci. Co zrobiłaby gdyby żyła? W jednym z listów wiele, wiele lat temu F. napisała mi:

„Bo jakby tak patrzeć, to ja w ogóle nic w życiu nie zrobiłam – ani się nie upiłam, ani nie całowałam się z nikim, ani nie zrobiłam czegoś kompletnie, bezsensownie szalonego, ani… I uwierz mi, że naprawdę nie czuję się z tego powodu szczęśliwa.”

Gdzieś w czeluściach mojego starego komputera mam niedokończoną książkę, którą napisała. To jedna z niewielu rzeczy, które mam od niej. „Jedna z bohaterek to Ty. Ciekawe czy się domyślisz która.” Domyślam się, ale nie mam pewności. Może to też dlatego, że nigdy nie przeczytałam całego tekstu do początku do końca, tylko wybrane fragmenty. Nie chcę czytać całości. Kiedy to zrobię to już naprawdę będzie koniec. Chcę mieć przy sobie coś od niej, czego jeszcze nie znam.

Często rozmyślam o zmarnowanych szansach. O życiu, które kończy się zanim miało okazję się zacząć. O niewypowiedzianych słowach. O ludziach, którzy czegoś chcą, ale nie robią pierwszego kroku. Czekają. A czas mija i nigdy nie wiesz kiedy skończy się Twój limit. Dla F. skończył się bardzo szybko. Często rozmyślam o F., kiedy tracę odwagę, mam wątpliwości, nie mam już sił na więcej. W takich chwilach wiem, że mam szczęście. Żyję. Wszystko może się zmienić.

PS. Wiem, że F. byłaby okropnie z siebie zadowolona, gdyby wiedziała że powstał na jej temat tekst. To mój prezent. Do zobaczenia w innym wcieleniu F. Chociaż wiem, że nie wierzysz w takie „pierdoły”.

PS.2. Długo się zastanawiałam czy pisać ten tekst. Czy to nie za bardzo, za dużo, ale w sumie czemu osoba F. ma odejść wraz z jej śmiercią? Dla mnie ta tragedia jest motorem do działania. Do tego żeby nie poddawać się choćby nie wiem co. Żeby próbować, odkrywać, ryzykować. Nie wiem ile mam jeszcze czasu. Nikt tego nie wie. Jeśli ktoś pomyśli tak samo i zrobi coś więcej dla siebie będę szczęśliwa. Ludzie umierają, ale ich dobry wpływ na innych nie musi.

  • Takie historie mnie strasznie bolą. Drążą aż do kości. Walą w twarz. I krzyczą „Żyjesz! Rób coś z tym życiem…”

    • Dee

      Mnie ta historia też boli i myślę, że będzie bolała zawsze. Ale przekułam ją na coś dobrego. Licząc do dnia dzisiejszego dostałam od życia prawie 10 lat więcej niż F. Czy to były dobre lata? Czy żyję tak jak chce? Na swoich zasadach? Zawsze zadaje sobie te pytania, kiedy mam wątpliwości albo bardzo chce stchórzyć. I to pomaga 🙂

  • Dziękuję za ten tekst :*

    • Dee

      Dziękuję, że przeczytałaś 🙂